sobota, 12 maja 2012

Rozdział #27

**Oczami Liama**
   Nie spałem przez całą noc tylko patrzałem się jak moja piękność śpi.To była nasza ostatnia wspólna noc, bo dzisiaj ona wylatuje do Stanów Zjednoczonych spełniać swoje marzenia.W pewnym sensie mnie to cieszy, ale i w pewnym nie.Wygramoliłem się z łóżka i pocałowałem ją w czoło.Założyłem niebieską koszulkę i poszedłem zrobić jej śniadanie.Reszta jeszcze spała, na nie dziwię mi się przecież jest dopiero siódma rano.Zrobiłem jajecznicę, a do szklanki nalałem mleko.Wszystko ułożyłem starannie na tacce i poszedłem do góry.
-Kicia wstawaj- zabrałem  jej kołdrę.
-Dobrze kochanie-rzuciła mi się na szyję.
Zjadła śniadanie, a ja przyglądałem jej się uważne.Nie chcę, żeby mnie tu zostawiała.Bez niej jest tak, że czuję pustkę w sercu.Nie wyobrażam sobie życia bez niej lub jakieś innej dziewczyny na miejscu Olivki.Sprawdzała walizki czy wszystko zapakowała.Na półkach w szafie nie było już tyle jej rzeczy tylko kilka bluzek, których nie nosi.Chciało mi się płakać, ale musiałem udać silnego.
-Liam będziesz tęsknić?-wstała z ziemi i przetarła łzę.
-Umrę bez ciebie-przytuliłem ją.
Samolot miała za półtorej godziny, ale musiała pożegnać się jeszcze z rodzina i Nicol to zaraz mieliśmy jechać.Poszła do każdego do pokoju i ich budziła.Z Jess żegnała się najdłużej i płakały jak głupie.No chociaż ja na pewno nie będę lepszy, nie będziemy się widzieć przez pół roku.Postaram się ją odwiedzać, kiedy będę miał jakieś wolne.Pocałowała Phillipka w czółko i wyszliśmy.Jej walizki spakowałem do bagażnika i pojechaliśmy do Niki.Przez całą drogę patrzyła przed siebie i się nie odzywała.W jej oczach zbierały się łzy, ale nie chciała ich za bardzo pokazać.U Nicol otworzyłam nam jej mam bo ona jeszcze spała, ale Olivia musiała ją obudzić.
-Nicol wstawaj, zaraz wylatuję!-krzyknęła Olivia i rzuciła się na nią.
-Nie leć!Zostań z nami-już płakała.
Przytuliły się mocno i płakały.Szeptały coś sobie na ucho.Wypiliśmy u niej kawę i porozmawialiśmy, ale niestety musieliśmy już jechać.
-Masz dzwonić codziennie i przyjechać jak będziesz miała kilka dni wolnego-przytuliły się mocno.
-Jasne, będę tęsknić, kocham Cię.Cześć-powiedziała Olivka i wyszliśmy.
W aucie nadal panowała nie zręczna cisza.Na lotnisku nie było dużo ludzi i na szczęście żadnych fanów.Oni teraz się nie liczyli, teraz ona była najważniejsza.Wyciągnąłem walizki z auta i złapałem mocno jej dłoń.Poszliśmy na odprawę i tam zaatakowało mnie kilka dziewczyn.Olivia od razu foch i poszła w drugą stronę.
-Czekaj Olivia!-krzyczałem.
-Nie mogą dać Ci spokoju nawet dzisiaj, kiedy ostatni raz się widzimy?-przetarłam jej łzy i policzków.
Podeszliśmy pod samolot, którym miała lecieć.Staliśmy i całowaliśmy się namiętnie.
-Liam obiecaj, ze mnie nie zdradzisz.
-Kochanie nawet tak nie myśl-mocno ją przytuliłem.
-I nie zostawisz mnie, dlatego że jestem daleko?
-Nigdy jesteś dla mnie najważniejsza-pocałowałem ją w policzek-A teraz już idź, bo samolot odleci.
-Ja już tęsknię, kocham Cię.
-Ja Ciebie też-pocałowałem ją ostatni raz.
Nie wytrzymałem i łzy same mi poleciały.Patrzyłem jak idzie powolnym krokiem i wchodzi do samolotu. Przed wejściem jeszcze mi pomachała.Stałem sam i płakałem.Płakałem, bo na pół roku straciłem najważniejsza dla mnie osobę.Już nie będę się koło niej budzi i zasypiał.Spojrzałem jeszcze raz na samolot i odchodziłem stamtąd.
-Liam, Liam!!-usłyszałem głos.
Odwróciłem się i nie mogłem uwierzyć w to co widzę.Biegła moja Olivia.Rzuciła się na mnie i objęła nogami moje biodra.
-Wariatko samolot zaraz odlatuje-mocno ją do siebie przytuliłem, jak nigdy.
-Nie lecę.
-A twoje marzenia?-cały czas trzymałem ją na rękach.
-Moje marzenia już się spełniły.Mam najlepszego na świecie chłopaka i wspaniałych przyjaciół-pocałował mnie.
-Zrobię wszystko, żebyś tańczyła.Wszystko rozumiesz wszystko.
-Jedziemy do domu?No i jeszcze moje rzeczy!
-Kupię Ci nowe i ja muszę odpocząć.
-To jedź do spa czy gdzieś, a mnie zawieź do domu-zeszła ze mnie i poszliśmy w stronę auta.
-Ale z Tobą.
Pojechaliśmy do najlepszego spa w Londynie.Zarezerwowałem pokój i poszliśmy na masaże.

**Oczami Nicol**
   Siedziałam z Harrym na sofie i oglądaliśmy film.Cały czas myślałam o tym jak tyle wytrzymam bez Olivi.Zadzwonił jego telefon, ale nie odebrał przy mnie tylko wyszedł.
-Harry z kim rozmawiałeś?
-Kolega.
-Jasne.
-Wiem, że nie ufasz mi Niki.
-Ufam, chyba-powiedziałam szeptem.
-To mam coś dla nas-poszedł po coś-Tylko Ty i ja lecimy za kilka dni na Bahama-uśmiechnął się.
-Żartujesz?-wstałam z miejsca.
-Jestem całkowicie poważny, a jak wrócimy to będzie jeszcze jedna niespodzianka.
Dokończyliśmy oglądać film, ale cały czas przerywał nam telefon Hazzy, aż w końcu musiał gdzieś pojechać.Później przyjechali rodzice.Zaczęli się pakować, bo dzisiaj mieli lecieć.Mama pakowała wszystko idealne, a tata powrzucał byle jak do torby.Przez to musiałam poukładać jego rzeczy w idealną kostkę.Mama z przejęciem biegała po domu i sprawdzał czy wszystko zapakowała.Przyjechał Louis, który miał ich zawieść na lotnisko.
-Logan czy wszystko mamy?-zapytała mama.
-Tak, na pewno słońce.
-A bilety macie?-krzyknął Lou.
-Boże zapomniałam!!-krzyknęła mama.
Pobiegła do sypialni.Pożegnałam się z nimi i pojechali.I znowu chata wolna na dobry miesiąc.Moi staruszkowie to dość rozrywkowi ludzie i zwiedzili już dobre pół świata.Dzisiaj miałam zamiar spędzić resztę dnia z Lou i jego synkiem.Posprzątałam w domu i poszłam do mojej pracowni coś po bazgrać.Rozłożyłam sztalugę i wyciągnęłam farby, które dostałam od Nialla.Miałam wizję na  dom, taki poza miastem pełnym aut.Zawsze chciałam mieszkać na wsi, mieć konia i spokój.Zero pisków opon i zaśmieconego środowiska.Po godzinie jakoś obraz wyglądał.Zadzwonił dzwonek.Pobiegłam szybko otworzyć.Oczywiście był to Louis z Phillipkiem.
-Cześć siostrzyczko-przytulił mnie.
-Hejka, co tam u Was słychać?
-A dobrze, dobrze to gdzie idziemy?-poprawił małemu czapkę.
-Może zostaniemy w domu?
-Jak chcesz.
Wzięłam od niego wózek i rozebrałam maluszka.Usiedliśmy w salonie, o Lou zrobił kawę.Mój brat planował już ślub z Jess, ale nie wiem po co tam szybko.Obejrzeliśmy kilka zdjęć z dzieciństwa, a on porobił zdjęcia Phillipowi i wrzucił je na TT.
   Tak zleciało nam kilka godzin na miłej pogawędce.Ubrałam jego synka i pożegnałam się z nimi.Z ciekawości weszłam na mojego TT i na jakieś strony plotkarskie.Roiło się tam od tego, że jestem w ciąży, bo nosze rozciągnięte swetry.Harry napisał na swoim koncie, ze to jest nie możliwe i jeśli było by tak, że nosze w brzuchu małego  Stylesa to poinformowałby fanki.Zamknęłam laptopa i poszłam wziąć prysznic.Później pozamykałam drzwi i położyłam się spać w cieplutkim łóżeczku.

                                  **********************************
Udało się napisać coś jeszcze przed tragiczną szkołą.Nie jestem z niego zadowolona.Rozdziały będę krótkie, bo zbliżam się do końca, a chcę żeby było ich jakoś więcej.Dziękuje za komentarze.A teraz warunek, żeby był kolejny rozdział chciałabym mieć 5 komentarzy.Możecie to dla mnie zrobić??

piątek, 11 maja 2012

Rozdział #26

      Chrapanie Harrego doprowadza mnie do szału.Otworzyłam lekko oczy i próbowałam uwolnić się z jego uścisku, ale nie dałam rady.Nasze nogi były splątane, a on trzymał mnie tak mocno, że biodro mnie bolało. Miałam strasznego kaca, a nie daleko mnie stała woda.Delikatne odgarnęłam loczki z jego twarzy i uśmiechnęłam się.
-Kotku możesz mnie puścić?-szepnęłam.
Nic nie odpowiadał.Dalej się szarpałam, ale nie udało się.Zapadałam w sen.
-Zaklepuję tę wodę co tam stoi!-krzyknął nagle i wyskoczył z łóżka.
Zaczęłam się śmiać i nakryłam się kołdrą.Spoglądałam na niego kątem oka, a on już zdążył wypić dwie butelki wody.Położył się obok mnie i też wszedł pod kołdrę.Zaczął mnie całować.Najpierw czoło następnie szyja, bark i piersi.
-Harry ogarnij jeszcze ktoś wejdzie-odepchnęłam go, ale był nachalny.

-Obiecałaś coś wczoraj, myślisz, że nie pamiętam?
-Odłóżmy to na wieczór, jest już trzynasta i obiad zaraz będzie.
Obrażony wstał i poszedł do łazienki.Wyciągnęłam z mojej torby ciuchy i szybko je założyłam.Czekałam na Loczka, ale coś długo go nie było, dlatego zeszłam na dół.Wszyscy siedzieli i pili popołudniową kawę.
-Dzień dobry-powiedziałam
-Raczyła wstać-zaśmiała się Anne.
-A gdzie mój Loczek?-udał smutnego Lou.
-W łazience.
Poszłam do kuchni i zrobiłam dwie kawy z ekspresu.Nalałam kotką mleka i poszłam do salonu, gdzie Hazza już czekał.Podałam mu kawę i usidłam.Jess siedziała na kolanach mojego brata i oglądał zaręczynowy pierścionek.Kucharka babci zrobiła pyszny obiad, a ekipa sprzątająca doprowadzała dom do porządku.Takie wspólne obiadki to wspaniała rzecz.Nie odbyło się bez żartów i śmiechu, nawet babcia się rozkręciła.Polubiła chłopców i moje przyjaciółki.Widać, że brakowała jej tego przyjacielskiego ciepła.Najbardziej to chyba polubiła Nialla.Cały czas rozmawiali ze sobą i dała mu nawet kilka swoich tajemniczych przepisów.W sprawie jedzenia idealne się dogadywali.Około szesnastej zbieraliśmy się do domu.Pozbierałam wszystkie rzeczy i pożegnałam się z babcią .Razem z Harrym wsiedliśmy do jego auta .
-Masz focha?-zapytał.
-Tak mam i nie odzywaj się do mnie-wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem.
Teraz to on udawał obrażonego.Podwiózł mnie pod dom, ale jak chciałam go pocałować to odwrócił się.Z rogalem na twarzy wyszłam z auta.W domu rozpakowałam torbę i poszłam wziąć zimny prysznic.Rodziców nie było w domu, bo postanowili pogadać jeszcze z Irene, ale i tak jutro lecą do Nowego Jorku.Do szklanki nalałam sobie soku jabłkowego i usiadłam przed TV.Usadowiłam na podłodze i przykryłam się kocem.Włączyłam na jakiś kanał i leciał stary wywiad z One Direction.Tak słodziutko tam wyglądali, a miny Loczka doprowadzały mnie o zgon.Zadzwonił mój telefon, a na wyświetlaczu było śmieszne zdjęcie Nialla.
-Tak?
-Niki możemy pogadać?-zapytał, a w jego głosie było słuchać nutkę strachu.
-Tak, jasne wpadnij do mnie-rozłączyłam się.
Poszłam do łazienki, aby poprawić włosy.Włączyłam jakiś kanał muzyczny i czekałam na mojego przyjaciela.Zapukał do drzwi, szybko mu je otworzyłam.Była cały zapłakany.
-Boże Niall co Ci?-przytuliłam go mocno.
-Bo ja ją kocham, a ona wolała go!-jeszcze mocniej mnie ścisnął.
-Ale, że kto kogo, czekaj zrobię naszą ulubiona kawę i pogadamy.
Poszedł do mojej sypialni i rzucił się na łóżko.Ja w kuchni szybko zrobiłam kawy.Podałam mu kubek i usidłam po turecku  na łóżku, na przeciwko niego.
-Blondas powiedz o co chodzi?
-No powiedz dlaczego ona mnie nie chce?Co on ma, a czego ja nie mam?Nie umiem tego pojąć, kocham ją. Żeby ją zdobyć zrobiłbym wszystko-rozpłakał się bardziej.
-Ale o kim Ty mówisz?
-O Jess i Lou!-krzyknął-Wiem, że to mój przyjaciel, ale nie było jeszcze tak, ze dwójka zakochała się w jednej.Nie powiem tego nikomu tylko tobie.Ona już wiem, powiedziałem Jess w Paryżu, a teraz jeszcze się jej oświadczył.
-Niall i co ja mam Ci powiedzieć?Znajdziesz sobie kogoś innego, też ją pokochasz, założysz rodzinę.Zrozum takie jest życie-położył głowę na moich nogach i bawił się końcówkami moich włosów.
Leżeliśmy tak jeszcze przez kilka dobrych minut, ale on musiał już iść.Ja wzięłam laptopa i sprawdzałam różne ciekawe strony.
**Oczami Olivi**
   Leżeliśmy z Liamem w sypialni, a on grał na konsoli i nie rozmawiał ze mną.Pisałam na FB z Niki i przyglądałam mu się uważne.
-Liam czy Ty mnie jeszcze kochasz?-zapytałam zamykając laptopa.
-Tak, a po co to pytanie?-cały czas wpatrzony w grę.
-Bo w ogóle nie chcesz się ze mną kochać-udałam obrażoną, ale on tego nie zauważył.
-Czekam, aż będziesz gotowa.
-Chodź tu i teraz.Jestem gotowa.
-Nie mam ochoty.
Wstałam i pierdolnęłam drzwiami, że na korytarzu pobił się wazon.Z salonu wzięłam jakiś koc i poszłam na ogród.Usiadłam na bujanej huśtawce.Oglądałam gwiazdy.Przyszedł i usiadł koło mnie Zayn.
-Co tam?-zapytał i wyciągnął papierosy.
-Daj mi jednego.
-Ty palisz?-zrobił minę WTF?
-No nie, ale daj mi-położyłam głowę na jego ramieniu.
Porozmawialiśmy chwilkę i opowiedziałam mu o tym zajściu z Liamem.Jak zawsze umiał pocieszyć kobietę.On rozumie nas lepiej niż dorosły mężczyzna.Uwielbiam go jest dla mnie jak brat, dla którego zrobiłam bym wszystko, ale to nie znaczy, że go kocham czy coś.Moim wybrankiem serca jest Liam i tak pozostanie.
-Idziesz ze mną po jakaś płytę?-zapytał.
-Nie chce mi się-uśmiechnęłam się ładnie.
**Oczami Zayna**
     Postanowiłem pójść do sklepu muzycznego po jakąś nową płytę. Wszystkie, które miałem u siebie, dawno odsłuchałem i to po kilka razy.
Dotarłem na miejsce. W środku było pełno ludzi. Wszedłem do środka i udałem się do przedziału z rockowymi płytami. Kiedy przeglądałem płyty, zauważyłem, że obok mnie stoi jakaś dziewczyna. Nagle upadła mi na ziemię płyta i oboje schyliliśmy się po nią.
- Proszę - powiedziała, podając mi płytę do ręki - Jestem Jullie.
- A ja Zayn - zacząłem się jąkać. Miała azjatyckie rysy twarzy, ciemne włosy i oczy. Nie mogłem przestań się na nią patrzeć. Wreszcie dotarło do mnie, że Jullie coś do mnie mówi.
- Ty jesteś ten Zayn z One Direction? Przepraszam, ale nie orientuje się do końca w muzyce Pop.
- Tak, to ja. Masz ochotę pójść na gorącą czekoladę? Robi się zimno i chyba zacznie padać, a tu obok jest kawiarnia.
- Chętnie.
Każdy kupił swoją płytę i wyszliśmy ze sklepu. Nie minęło kilka sekund, a znaleźliśmy się na miejscu. Otworzyłem jej drzwi, a ona się do mnie uśmiechnęła. Miała taki ładny uśmiech...
- Dwie gorące czekolady poproszę - po zamówieniu usiadłem przy stoliku.
Rozmawialiśmy przez dobrą godzinę o wszystkim i o niczym. Świetnie nam się gadało, lecz zbliżał się wieczór. Wymieniłem się z Jullie numerami telefonu i odprowadziłem ją do domu. Nie mieszkała daleko (na moje nieszczęście), więc szybko byliśmy na miejscu.
Popatrzyłem się w jej brązowe oczy. Utonąłem w nich praktycznie. Z tego "transu" obudził mnie jej pocałunek w mój policzek i słowo "pa". Odszedłem bez słowa i udałem się do domu.
   Wszedłem do domu, a chłopcy siedzieli na dole i bawili się z małym Phillipem.Bez słowa poszedłem do mojej sypialni i z szafki wyciągnąłem bokserki.Udałem się pod prysznic, ale cały czas myślałem o Jullie.Jej oczy i uśmiech  miałem przed oczami.Może się zakochałem?, ale to przecież nie możliwe.Ja nie wierze w miłość od pierwszego wejrzenia.Ona miała w sobie coś wyjątkowego.Nie mam pojęcia co, ale wiem, że to mnie strasznie podnieca.Napisałem do niej esemesa "Miłych snów :)"Czekałem na odpowiedz, ale się nie doczekałem.Zgasiłem światła  w pokoju i ułożyłem  wygodnie na łóżku.Już prawie odpłynąłem,ale zaświecił się mój telefon.Na twarzy pojawił mi się uśmiech od ucha do ucha bo to wiadomość on Jullie" Przepraszam, że tak późno, ale byłam z psem.Dziękuję za miłe spotkanie i również miłych snów :*" Myślałem, że dostane zawału i jeszcze na końcu był buziaczek.Schowałem telefon i zasnąłem myśląc o niej.


                                            
                                            ******************************
Brak weny= krótki rozdział :( Całkiem mi się podoba, ale co Wy o tym sądzicie??Nie mam pojęcia kiedy następny -,- <postaram się jak najszybciej>Mam nadzieję, że będzie chociaż 5 komentarzy lub 4 :) Bardzo mi na tym zależy.Bardzo dziękuję za tyle wejść ♥♥♥


Nowa bohaterka:

http://data.whicdn.com/images/17277449/tumblr_lu8tfp9tZP1r46fo4o1_500_large.png
Jullie - ma 18. Uwielbia muzykę i kocha taniec. Umie grać na fortepianie i gitarze. Jest spokojną osobą, ale potrafi się zabawić. Nie przepada za imprezami z alkoholem.Nie lubi rozpieszczonych dziewczyn, które palą, piją, ćpają tylko po to, aby zaimponować chłopakowi.


sobota, 5 maja 2012

Rozdział #25

**Oczami Nicol**
   Budzik zadzwonił mi o 6.00.Byłam wypoczęta jak nigdy dotąd.Spojrzałam na kalendarz.Była sobota, a dokładniej 24 stycznia co oznacza dwudziestą rocznicę ślubu moich rodziców.Od miesiąca wszystko planujemy z Louisem.Rodzice nic o tym nie wiedzę, bo chcemy żeby to była niespodzianka.Pozapraszaliśmy wszystkich ich znajomych i oczywiście rodzinę.Całe przyjęcie odbędzie się u babci Irene, która jest bardzo bogatą kobietą.U niej zawsze musi być wszystko idealnie, a rzeczy najdroższe.Nie widzi świata poza sobą i uważa, że jest najważniejsza.Przez to zostawił ją mąż, z którym obecnie nie  utrzymujemy kontaktów. Najważniejsze są dla niej zwierzęta i prowadzi schronisko.Rzadko ją odwiedzam, bo mieszka na drugim końcu Londynu i nie mam jak tam się dostać.
      Starannie ułożyłam pościel na łóżku i poszłam zajrzeć do rodziców.Spali wtuleni w siebie.Uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam coś zjeść.W kuchni zadzwonił do mnie Lou.
-Siemka, Harry przyjedzie po Ciebie i pojedziecie do babci.
-Jasne nie ma sprawy i pamiętaj nie wygadaj się.
-Ty się Niki nie martw o mnie-zaczął się głośno śmiać-Kończę narka.
-Cześć-rozłączyłam się i dokończyłam śniadanie.
Odbyłam poranną toaletę, zrobiłam lekki makijaż, a włosy uczesałam w warkocza i ułożyłam go na ramieniu.Stanęłam przed moją ogromna szafą i nie miałam się w co ubrać.Po długim namyśle i zrobieniu tam jeszcze większego bałaganu jaki był wybrałam to. Czekałam na Harrego dobrą godzinę.Siedziałam na łóżku z laptopem na kolanach i czytałam różne posty.Usłyszałam pukanie do drzwi i zerwałam się z łóżka.Otworzyłam  drzwi, rzuciłam mu się na szyję.Coś co mnie zdziwiło , że pachniał damskimi perfumami.Odepchnęłam go od siebie.
-Co się słońce stało?-zapytał i złapał mnie w talii.
-Pachniesz damskimi perfumami!-krzyknęłam.
-No w końcu mieszkam z dwoma babami- uśmiechnął się słodko.
-Masz szczęście-pocałował mnie namiętnie.
Wtajemniczyłam go dokładnie jak ma wyglądać dzisiejszy dzień przed imprezą.Wypiliśmy herbatę i poprawiłam mu jego zacne loczki.Jak wychodziliśmy rodzice jeszcze spali. Zarzuciłam na siebie kurtkę, a szyje obwiązałam szalikiem.W aucie włączył piosenkę "Call Me Mayby". Hazza chciała jechać na skróty, ale coś mu to nie wyszło.Wyjechaliśmy poza granice Londynu.
-Zabije Cię, miałam być u babci na siódmą, a jest za dziesięć ósma.
-Nie panikuj zaraz znajdziemy drogę-wyciągnął mapę.-Szukaj drogi powrotnej.
Ta mapa taka wielka, a my jesteśmy gdzieś na poboczu i jeszcze żadnego domu nie ma  w pobliżu,ani   żadne auto nie przejeżdża tam tędy.
-Przecież ta mapa to w ogóle nie w tą stronę!-krzyknęłam.
-Skarbie odwrotnie ją trzymasz-pocałował mnie w policzek.
Jakoś udało się odnaleźć drogę, a po drodze Harry zobaczył bezdomnego kotka i musiał się zatrzymać i go zabrać do domu.Wjechaliśmy na dzielnicę w której stały duże wille.Zatrzymaliśmy się pod domem babci Irene
.Jej dwa psy zaczęły szczekać.Zadzwoniłam, a bramkę otworzyła mi jej pomocnica.Psy zamknęła w kojcu i wpuściła nas.Później zaprowadziła nad do wielkiego salonu, który w ogóle się nie zmienił przez te lata kiedy tu nie byłam.Dalej na środku stały wielkie sofy z beżowej skóry i jedne fotel, na którym  kiedyś siedział dziadek i czytał gazetę.Po lewej stronie było wielkie okno z pięknym widokiem na las.Miła kobieta poczęstowała nas pysznym ciastem i kawą.Na babcie jak zawsze trzeba było czekać, bo załatwiała sprawy ze swoimi klientami.
-Przepraszam mogłabym się rozejrzeć po domu?-zwróciłam do do kobiety.
-No nie wiem cz pani Irene
życzyłaby sobie tego-pokiwała głową na nie.
-Dlaczego nie możesz Nicol, w końcu ten dom może kiedyś należeć do Ciebie-ze schodów zeszła moja babcia.
-Witaj babciu-przytuliłam ją,
-Cześć kochana.
-To jest Harry mój chłopak, Harry to maja babcia Irene
- pocałował ją w dłoń.
-Rozejrzyjcie się po domu, a ja dokończę to co zaczęłam i porozmawiamy.
Jak zawsze była tajemnicza i nikomu nie zdradziła co robi.Wróciłam do początku mieszkania i oglądałam wszystko.Weszłam do kuchni, która wyglądała tak.Przejechałam palcami po blacie i poczułam zapach dochodząc z piekarnika.
-Patrz kot-szepnął Harry.
-Nie musisz mówić szeptem- zaśmiałam się.
Weszliśmy na górę po kręconych schodach.Zastaliśmy długo korytarz z kilkoma drzwiami.Na ścianach wisiały obrazy najzdolniejszych malarzy na świecie.Otworzyłam pierwsze drzwi, w których była  sypialnia.Tu zawsze nocowałam jak byłam małą dziewczynką.Podeszłam do łóżka, w którym leżała  moja lalka z dzieciństwa.Usiadłam na łóżku, a Harry ciągle przyglądał się moim ruchom. Wzięłam lalkę i przytuliłam ją.Odłożyłam lalkę idealnie w to samo miejsce.Później obeszliśmy resztę sypialni.Weszliśmy na drugie piętro.
-Nie oglądam dalej tego domu-marudził Harry.
-Na trzecim pietrze nigdy nie byłam, nawet moja mama tam nie wchodziła.To piętro podobno należy tylko do mojej babci, tam jest jej sypialnia biura i inne ciekawe rzeczy-wtuliłam się mocno w niego.
Zeszliśmy na dół i usiedliśmy grzecznie w salonie.Przyszła babcia.Mówiła, żebyśmy się niczym nie martwili, bo jest ustalone i będzie na czas.
-Wnusiu widzę, że zaczęłaś nosić szpilki, a nie jak mijałam Cię na ulicy to tylko trampki-zaśmiała się.
-Mijałaś mnie?To czemu nie podeszłaś nigdy?
-Nie wiem, bałam się co o mnie pomyślisz.Kiedyś byłam taka oschła i zimna dla wszystkich, ale ja się zmieniłam.Przez  kilka lat samotności zrozumiałam, że ludzie są potrzebni-łezka spłynęła jej po poliku.
-Nie płacz-przytuliłam ją mocno i poczułam jak składa lekki pocałunek na moich włosach.
-Też wymyślili ślub w styczniu.Jakby nie mogli latem, ale na szczęście mam tą dużą salę wolną.
Ponownie usidłam koło Harrego.Położyłam głowę na jego ramieniu i dalej planowałam z babcią dzisiejszą uroczystość.
-Kochanie muzę do toalety, zaprowadzisz mnie, bo się zgubię-szepnął mi do ucha Harry.
-Drzwi na przeciwko kuchni-zaśmiała się.
Pocałował mnie w policzek i poszedł.
-Czy Wy macie plany na przeszłość?-zapytała Irene
.
-No niby jakieś tam są, ale jesteśmy jeszcze młodzi-wzięłam łyka kawy.
-A czy wy już robiliście to?-wypytywała z zainteresowaniem.
-Babciu, no tak-zaczerwieniłam się.
-Tylko ja nie chcę zostać prababcią po raz drugi w tym roku-zaśmiała się.
-Niech się pani o to nie martwi Nicol nie chce mieć narazi dzieci-powiedział Harry.
Posiedzieliśmy jeszcze chwilkę u babci, ale musieliśmy się zbierać.Muszę odebrać sukienkę od krawcowej, przywieść tutaj kwiaty i najważniejsze sprawdzić czy prezent jest zrealizowany.Co dostaną rodzice to wielka tajemnica.Razem z Lou wpadliśmy na taki pomysł.Wszyscy dowiedzą się dopiero na przyjęciu.Pożegnaliśmy się z babcią, oczywiście kotka zostawiliśmy u niej.Harry zachwycał się wszystkimi kociakami jak tam chodziły.W aucie włączył ta samą piosenkę czyli "Call Me Mayby".
-Zmień płytę.
-Nie-wystawił mi język.
Pojechaliśmy do krawcowej.Odebrałam moją sukienkę, bo musiałam ją przerobić ją w pasie.   Pojechaliśmy   do galerii, bo Hazza panikował, że nie ma w co się ubrać.Zakupy z nim są strasznie męczące.Chodził od sklepu do sklepu, ale nic nie mógł sobie dopasować.Wpadł do sklepu z conversami to kupił sobie od razu dwie pary.
-Jedziemy do kwiaciarni?-zapytałam.
-Jeszcze nie kupiłem ubrań.
Wróciliśmy do sklepu w którym byliśmy na samym początku.Kupił sobie ciemno beżowe rurki i czarna marynarkę.
-Kawy dajcie kawy-rzuciłam się Loczkowi na plecy.
-Spoko idziemy.
Poszliśmy do restauracji, kupiliśmy dwie kawy na wynos i poszliśmy do auta.Napisałam na kartce co jeszcze muszę załatwić.Pojechaliśmy do domu Hazzy gdzie wszyscy siedzieli.
-Co Wy tu siedzicie?Powinniście latać po sklepach i sprawdzać czy wszystko okej?-darłam się na cały dom.
-Spokojnie już wszystko jest dopięte na ostatni guzki-powiedział Lou.
-Kwiaty są jeszcze w kwiaciarni!!-poszłam do kuchni po picie.
Dosiadłam się do nich i zabrałam od Jess małego Phillipka.Bawiłam się z nim, a on ciągał mnie za warkocza.
-Niki!-krzyknął Harry.
-Tak panie Styles?-figlarnie się  uśmiechnęłam.
-Nie wiem czy wiesz, ale już jest 15, a impreza jest na 19-pocałował mnie w czubek głowy.
-Dziewczyny jedziemy się ubrać do mnie-oddałam Phillipka Louisowi.
-Liam nas zawiezie, a Lou zawiezie dziecko do mojej siory-powiedziała Jess.
Ubraliśmy się i pojechaliśmy do mojego domu.Jak zawsze Olivka nie mogła pożegnać się ze swoim chłopakiem.Dziwie się jak ona wytrzyma bez niego w Stanach.Weszłyśmy do domu, a w kuchni stali rodzice.
-Co Wy tu robicie!!?-wydarłam się.
-Już zaraz Lou po nas przyjeżdża, spokojnie-przytulił mnie tata.
Siedziałam w salonie i czekałam, ze mój brat ich stąd zabierze, żebyśmy my mogły się przygotować na imprezę niespodziankę.Jak przyjechał, szybko wyprowadził rodziców z domu i pojechał z nimi do lasu, a my mogłyśmy zacząć się przygotowywać.Na początku nałożyłyśmy sobie zielone maseczki i ogórki na oczy.Później Olivia zrobiła nam wyzywający makijaż.Jak zobaczyłam się w lustrze to zadławiłam się jabłkiem, które właśnie konsumowałam.Następnie my z Jess ją pomalowałyśmy.Uczesałyśmy się nawzajem i przyszła kolej na sukienki.
-Ja pierwsza krzyczała Olivia-wzięła swoją torbę i poszła do łazienki.
Trzeba było na nią trochę poczekać, ale kiedy wyszła efekt był zniewalający.Wyglądała tak.Sukienka była doskonale dopasowana do jej sylwetki.Następna poszła Jess.Ona jak zawsze miała problemy, dlatego że musiała ubrać sukienkę i, że jest grupa przez to dziecko.Ona też wyglądała prześlicznie w tej sukience.Szybko zabrałam moją kreację i pobiegłam do łazienki.Jej przerabianie zajęło mi kilka dni.Nie mogłam dopiąć zamka z tyłu, ale jakoś się udało.Przejrzałam się w lustrze i wyglądałam śliczne.Sukienka idealnie podkreśla moje kobiece kształty i zgrabną pupę, a szpilki sprawiają  wrażenia, że miałam jeszcze dłuższe nogi.
-Wow, dziewczyno tylko mi chłopaka nie odbij-powiedziała Olivia.
-Ja mam swojego.
Za godzinę wszystko się ma zacząć, a ja nie wiem czy wszystko jest idealnie, a nikt nie chce mnie zawieść.Chodziłam w koło sofy i jadłam czekoladę.
-Usiądź, bo się potkniesz-powiedziała Jess.
-Ja Ci mówię, oni coś zjebali!
Przyjechała taksówka.Usiadłam z przodu i dałam panu adres willi babci.Byłyśmy tam po nie całych  dwudziestu minutach.Bramka była otwarta, a w domu już głośno.Weszliśmy do pomieszczenia gdzie miała odbyć się cała impreza.Wszystko było idealnie.Znaleźliśmy swoich facetów i czekaliśmy, aż Lou przyjedzie z rodzicami.Orkiestra przestała grać i przyszedł Lou z rodzicami, którzy mili opaski na oczach.
-Gotowi?-krzyknął Louis.
-Jasne!-odpowiedzieli równo rodzice.
Pociągnął mi opaski i kopary mi opadły.Wszyscy zaczęli śpiewać, a oni w ryk.Orkiestra grała, goście się dobrze bawili.Prawie wszyscy goście dali mi prezenty.Chłopców strasznie ciągłą do picia wódki, ale musieli wytrzymać do swojego koncertu.Tańczeniu, picie i śpiewnie, w takiej wesołej atmosferze zleciały nam cztery godziny.Nadszedł czas na koncert One Direction.Stanęła przy samej scenie obok Caroline.Aż mnie ciarki przeszły po plecach.
-No to nadszedł czas na prezent ode mnie i mojej siostry-wciągnął mnie na scenę.-Dla naszych staruszków mamy bardzo miły prezent tak, żeby sobie odpoczęli, a mianowicie-chwila ciszy-Lecą do Nowego Jorku.
Wszyscy zaczęli bić brawa, a rodzice nas zaczęli przytulać.Chłopcy zaśpiewali kilka piosenek.Za kilka minut miała być północ.Światło księżyca wpadało do sali.
-Chciałbym zaprosić na scenę osobę najważniejszą w moim życiu-mówił Louis-Jess chodź do mnie.
Jess wstała przestraszona i poszła w jego stronę.Nogi miała jak z waty co był strasznie widoczne.Pociągnęłam Olivkę i poszłyśmy pod samą scenę.Jess stała na środku, a chłopcy rozmawiali o czymś na boku.Mój brat podszedł do niej i uklęknął.Z kieszeni wyjął małe pudełeczko, w którym był pierścionek.
-Sprawiasz, że jetem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, mam z Tobą wspaniałego synka, zostaniesz panią Tomlinson?
-...tak!-krzyknęła moja przyjaciółka, a on założył jej pierścionek.
Wszyscy mi gratulowali, a Jess skakała do chmur i nie odstępowała swojego przyszłego męża na krok.Do Hazzy zaczęła się kleić Caroline, a był już po kilku głębszych i mógłby zrobić jakaś niespodziankę.
-Cześć Caroline- złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek  i poszła z dala od niej.
Goście powili rozchodzili się do domów, a my dalej szaleliśmy. Zayn i Niall ledwo co trzymali się na nogach. Paul zaprowadził ich do pokoju i kazał spać.Rodzina się rozeszła to Harry, Liam, Lou wraz z moim tatą zaczęli tańczyć jakiś dziwne tańce, a ja z przyjaciółkami, babcią, mamą oraz Gemmą i Anne dopijałyśmy alkohol który został.Później wszyscy rozeszli się na swoich  pokojów, które wyznaczyła im babcia.
-Słońce chcę się z Tobą pobawić, podniecasz mnie w tej sukience-Harry wziął mnie na ręce.
-Postaw, bo się wywrócą. Jesteśmy pijani, jutro się pobawimy-pocałowałam go.
Ułożył mnie na łóżku i zdjął za mnie sukienkę i ściągnął szpilki.Potem od się rozebrał  do bokserek i położył koło mnie.Waliło od niego wódą, chociaż ja nie byłam lepsza.Mocno mnie przytulił  i zasnęliśmy.

                                     

                                              ************************************
Mi się osobiście podoba, a Wy co sądzicie?Jak zawszę dziękuję za kilka bardzo miłych komentarzy i opinie.Kolejny sądzę, że dopiero w sobotę, bo przez cały tydzień mam masę nauki :(  
<Dziękuję Dominice za pomoc przy strojach i polecam jej bloga.> 

Tumblr_m2y61k8cp61qktq4zo1_500_large


środa, 2 maja 2012

Rozdział #24

***Pięć miesiące później***
**Oczami Jess**
Jestem już w siódmym miesiącu ciąży, a brzuch mam jak miałabym rodzić już jutro. Lekarze znają już płeć, ale ja chcę niespodziankę.Dwa miesiące temu przeprowadziłam się do mojej siostry Alex i jej przyszłego męża Matta, żaby mieć bliżej  do pani ginekolog która zajmuje się moim brzdącem.Moje relacje z Louisem  troszkę się poprawiły, ale nie powiedziałam mu, że to jest jego dziecko.Dzisiaj byłam umówiona z Olivią i Nicol, a później z Lou.Znalazłam dobrze płatną pracę jako kucharka.Za zarobione pieniądze chcę kupić małe mieszkanie i potrzebne rzeczy dla dziecka.
   Obudziłam się z bólem brzucha.Wstałam szybko z łóżka i jak zawsze w domu nikogo nie było.Ubrałam się w to.Zjadłam kanapki z Nutellą.Położyłam się na sofie i głaskałam  po brzuchu.To dziecko cały czas się kręci i mnie mocno kopie.Założyłam kurtkę, i owinęłam się szalikiem.Drzwi zamknęłam na klucz i zatrzasnęłam  bramkę.Do ulubionej kafejki szłam zaledwie 20 minut.Przy stoliku siedziała Nicol.
-Cześć-rzuciła mi się na szyję.
-Stęskniłam się-pocałowałam ją w policzek.
Zamówiłam sok pomarańczowy. Olivia jak zawsze się spóźniła.Przybiegła zdyszana, bo musiała załatwić coś ważnego.Rozmawialiśmy trochę o dziecku, a Olivce uśmiech nie schodził z twarzy. Dziewczyny  żaliły się jak to ciężko im było bez ich chłopaków, kiedy oni byli w dwumiesięcznej trasie koncertowej po Europie.
-Z czego się cieszysz Olivia?-zapytałam..
-Dostałam się, dostałam!!-krzyczała i wyciągnęła z  torebki list.-Pamiętacie jak chciałam zostać tancerkę i no być na tych wszystkich koncertach i w teledyskach z gwiazdami?
-No tak jakieś pół roku temu to wysłałaś-powiedziała Niki.
-No i teraz się udało. Zaczynam za tydzień-piszczała.
-Nie wiem czy wiesz, ale to nie jest w Londynie tylko w Stanach-spojrzałam na nią.
-Liam się wkurzył, że wylatuję-posmutniała.
-Będziesz spełniać marzenie, poznasz masę gwiazd i w ogóle zwiedzisz świat-pocieszałam ją.
-Ale zostawię to co jest dla mnie najważniejsze, czyli was, Liama i rodzinę-jej oczy zaszkliły się łzami.
Stracę jedną z najważniejszych osób w moim życiu.Nie mogę w to uwierzyć, ale w końcu o tym marzyła od dziecka, o sławie i tańcu. Zapłaciłyśmy za wszystko i poszłyśmy zrobić obchód po sklepach.Olivia uzupełniała brakujące kosmetyki i ciuchy.Spojrzałam na zegarek była 13.40.Za dwadzieścia minut jestem umówiona z Lou.Pożegnałam się z przyjaciółkami i wybiegłam z galerii.Nasze spotkanie miało się odbyć w niewielkiej restauracji która znajdowała się w mało znanej Londyńskiej uliczce.Nie miałam siły biec, bo tak strasznie bolał mnie brzuch.Usiadłam na ławce, musiałam odpocząć.Jak dotarłam na miejsce Tomlinson już czekał.Spóźniłam się  o jakieś piętnaście minut.
-Ja Cie przepraszam, ale zasiedziałam się z dziewczynami i później w drodze brzuch zaczął mnie boleć-przytulił mnie.
-Ale już wszystko dobrze?Nic Cię nie boli czy z dzieckiem w porządku?-wypytywał.
-Tak jest świetnie-odwzajemniłam uścisk.
Ucieszyło mnie to, że się tak martwi, chociaż czułam do niego jakiś  dystans. Zamówiliśmy pizze i swobodnie prowadziliśmy pogawędkę.
-Na kiedy masz termin?-zapytał i popatrzył mi głęboko w oczy.
-Jakoś w połowie kwietnia-uśmiechnęłam się.-Lou ja muszę powiedzieć Ci coś bardzo ważnego.Wiem jak możesz zareagować, ale musisz znać prawdę.
-Słucham?-złapał mnie za rękę.
-To Ty jesteś ojcem mojego dziecka-zamknęłam oczy.
-Boże zostanę ojcem i będzie kopia mnie, kocham Cię Jess.Zamieszkaj z nami  razem   wychowamy to dziecko.
-Nie, jedyne co będziesz robił z tym dzieckiem to je widywał kiedy Ci pozwolę i płacił duże alimenty-wstałam i szykowałam się do wyjścia.
-Jak coś będzie Ci potrzebne to zadzwoń-powiedział i złapał mnie lekko za nadgarstek.
Lou siedział i nie mógł wykrztusić z siebie ani słowa.Wyszłam stamtąd szybko i szłam w stronę domu.Na dodatek jeszcze zaczął padać deszcz.
-Nie no świetnie-powiedziałam sama do siebie.
Zauważyłam sklep.Weszłam do niego, a był to sklep z dziecinnymi rzeczami.Chodziło tam sporo mam z dużymi brzuchami.W oddali zauważyłam trzy znajome mi sylwetki.Szybko do nich podbiegłam.
-Cześć, co wy tu robicie-zapytałam obejmując siostrę od tyłu.
-My no...yy...oglądamy, a Ty co tu robisz?-zapytała zakłopotana.
-Oglądam rzeczy dla mojego dziecka.
-Kochanie zawieź ją do domu-zwróciła się do swojego narzeczonego.
Z niechęcią stamtąd wyszłam i pojechałam do domu.W aucie się cały czas awanturowałam z Mattem.On jest cudowny.Traktuje go jak brata, którego nie mam.Moja siostra nie mogła wymarzyć sobie lepszego kandydata na męża.Odprowadził mnie pod same drzwi, zrobił herbatę i kazał leżeć pod kocem.Włączyłam jakiś program w telewizji i ze zmęczenia zasnęła.
    Straszne skurcze w brzuchu i mocne kopnięcia dziecka obudziły mnie z popołudniowej drzemki.W kuchni znalazłam tabletki na bóle brzucha, łyknęłam dwie i popiłam zimna wodą.Złapałam się za brzuch, nie mogłam wytrzymać tego bólu.Zadzwoniłam do Nialla, ale on jak zawsze miał wyłączony telefon.Zadzwoniłam po Lou to jedyna osoba, która może mi teraz pomóc.
-Lou przyjedz po mnie i zawieź mnie do szpitala błagam-mówiłam przez płacz.
-Ale co się dzieje?-zapytał zdziwiony.
-Chyba dziecko chce zobaczyć świat.
-Spakuj rzeczy i zaraz będę-krzyczał coś jeszcze do chłopaków.
Poszłam do sypialni i wyciągnęłam z szafy torbę i powrzucałam tam najpotrzebniejsze rzeczy.Usiadłam na sofie i czekałam na ojca mojego dziecka.Wpadł do domu jak oszalały, a za nim Niki.
-Rodzisz?-zapytał przewrażliwiony.
-Nie wiem!
Lou wziął mnie pod pachę, a Nicol zabrała torbę.Położyli na tylnych siedzeniach w aucie, a Tomlinson jechał jak szalony.
-Zwolnij, bo nie dojedziemy do szpitala-starała się go uspokoić Niki.
-Jeszcze mi w aucie urodzi i co?
W szpitalu nie dałam rady iść sama.Miła pielęgniarka kazała mi usiąść na wózku i czekać na lekarza.Później reszta znajomych przybiegła do szpitala.
-Czy może ten szanowny lekarz tu przyjść i zrobić coś, bo zaraz pęknie mi brzuch!!-krzyczałam na cały szpital.
-Spokojnie młoda kobieto-przyszedł młody i przystojny lekarz-Zaraz zobaczymy co się z Tobą dzieje- uśmiechnął się słodko i nagle cały ból zniknął.
-Kto jest ojcem dziecka?-zapyta znajomych.
-Ja, ja, ja -krzyczał Lou.
-Pan wchodzi z nami reszta czeka.
-Nie my też wchodzimy jesteśmy  rodziną-awanturował się Niall.
-Ale nie ma takiej potrzeby-złapał mnie za ramię.
-Ale my musimy nie rozumie pan tego?- powiedziała oburzona Olivia.
-No dobrze, ale macie być grzeczni i stać w kącie.
Musiałam przebrać się w jakieś  szpitalne ciuchy i udać się na prześwietlenie.Potem szybko zawieźli mnie na porodówkę.Lou usiadł koło mnie, a lekarze otoczyli mnie w kółko.
-Będzie miała pani wcześniaka.Jeśli uda się urodzić pani normalnie to super, a jeśli nie to cesarskie cięcie-uśmiechnął się lekarz
-Tylko szybko, chce mieć to już za sobą.
Dawali mi instrukcję co mam robić i w ogóle, ale ja ich nie słuchałam.Złapałam mocno rękę Louisa, że pisnął z bólu i zaczął się horror.
-Jess przyj!-krzyknął Niall.
-A co ja tępaku robię?
  Dwie godziny rodzenia i jestem wykończona.
-Jess nie urodzisz tego dziecka nie masz siły-powiedziała pielęgniarka.
-Mam proszę, ostatni  raz spróbuję!!- łzy napłynęły mi do oczu na samą myśl o cięciu brzucha.
Wszyscy lekarze zebrali się dookoła mnie.Musiałam teraz się postarać, bo inaczej nie wiem czy przeżyję rozcinanie mojego brzucha.Czułam jak dziecko zbliża się do wyjścia.
-Dobrze kochana jeszcze raz i wyjdzie całe-powiedział lekarz.
Starałam się jak najszybciej urodzić to dziecko, żeby całe wyszło już na świat.Po chwili poczułam pustkę w brzuchu.Zrobiło się tak jakoś lekko.Po sali rozległ się płacz noworodka .Odetchnęłam z ulgą i popłakałam się, ale tym razem to za szczęścia.Moi znajomi zaczęli wzdychać i zachwycać się bobaskiem.
-Mają państwo ślicznego i zdrowego synka-uśmiechnęła się pielęgniarka- Umyjemy go i zaraz będą mogli się min państwo nacieszyć.
Pielęgniarki pozwoliły mi się przebrać i umyć, a następnie zawieźli mnie do innego pokoju.Lou nie opuszczał mnie na krok.Z pomocą lekarzy przyszłam do pokoju w którym siedzieli wszyscy moi znajomi.Usiadłam na łóżku i czekałam aż oddadzą mi moje dziecko.Przywieźli mi go w  inkubatorze .
-A czy on jest zdrowy?-zapytałam.
-Tak wszystko jest w porządku, tylko jest wcześniakiem-uśmiechnęła się położna.
Wszyscy zachwycali się dzieckiem, ale trzymał go tylko dumny ojciec.Przystojny lekarz poprosił moich znajomych o opuszczenie sali.Mógł zostać tylko ojciec.
-Musicie wybrać imię-usiadł na łóżku.
-Jess wybierz-pogłaskałam bobaska po główce.
-Phillip?
-Tak to jest świetne imię-krzyknął lekarz.
Zostawił nas samych.Trzymałam małego Phillipa na rękach i całowałam w czółko.
-Kocham was-położył się obok mnie Louis-Szkoda, że nie możemy utworzyć normalnej rodziny, takiego prawdziwego domu dla tego dziecka.
-Możemy.Przepraszam za to co powiedziałam w pizzeri, też Cię kocham-namiętnie mnie pocałował.
Leżeliśmy razem i wychwalaliśmy Phillipa, ale musiałam oddać już dziecko, a Tomlinson musiał już jechać.Nie mogłam zasnąć.Szczęście rozpierało mnie od środka.Nie dość, że mam dziecko to jeszcze znowu jestem z Louisem.W odwiedziny przyszła też moja siostra, jej narzeczony i nasza babcia.Matt i babcia poszli zobaczyć noworodka ja z siostrą rozmawiałyśmy o rodzinnych sprawach.
-Szkoda, że oni tego nie widzą-mocno się w nią wtuliłam.
-Widzą z nieba.Zawsze byli koło nas i wspierali.Takie jest życie, gdyby nie to,  że tata wybrał nasze życie to nie mogła bym Cię teraz przytulić.
-Ale czemu on popełnił samobójstwo?
-Chciał być przy mamie w tym lepszym świecie, zrozum-pocałowała mnie w czoło-Jutro zrobią wam badania i jeśli wszystko będzie dobrze jedziecie do domu.
-Ale super-przetarłam łzy.
-A Louis wstawił zdjęcie Phillipa na TT i wszystkie fanki się nim zachwycają - uśmiechnęła się.
Kiedy oni pojechali do domu nakarmiłam jeszcze małego, bo płakał i nie dawał spać
innym dzieciom.Leżałam i myślałam jak potoczą się dalsze losy naszej małej rodzinki, później zasnęłam...

    -Pani Jess wstajemy dziecko chce jeść-obudził mnie głos położnej.
Trzymała na rękach mojego małego synka, który był ubrany cały na niebiesko.Wzięłam go na ręce  i nakarmiłam piersią i sama poszłam odbyć poranną toaletę.Później musiałam zrobić jakieś badania kontrolne.Pobieranie krwi, moczu i inne pierdoły, które nie wiem do czego były mi potrzebne.Takie same badania zrobili Phillipowi, oczywiście byłam przy tym obok niego.
-Obydwoje jesteście zdrowi, mogę was dzisiaj wypisać- powiedział pan doktor.
-Świetnie-wzięłam Philipa na ręce i poszłam do pokoju.
Kiedy tam weszłam wszystko było już spakowane i ułożone na łóżku, a na krześle siedział Louis z kwiatami i wózkiem dla dziecka.Pocałował najpierw malucha, a potem mnie.Poszłam do recepcji gdzie siedziała dość nie miła starsza pani i wypisałam się ze szpitala.
-Pod szpitalem jest masa fanek-powiedział i zabrał mi wózek.
-No i co mnie one?Pobije je najwyżej-zaśmiałam się i poprawiłam czapeczkę Philipowi.
Przed szpitalem czekało kilku napakowanych gości.Zapakowali wózek do bagażnika i pojechaliśmy do domu.
-Mam dla Ciebie niespodziankę, dlatego jedziemy do mnie-uśmiechnął się i seksownie poruszał brwiami.
-Boję się.
Pod domem Paul wypakował wszystkie bagaże, Nicol zabrała mi dziecko, a Louis zasłonił oczy i gdzieś zaprowadził.
-Jesteś gotowa na niespodziankę?-zapytał i pocałował mnie w szyję.
-No jasne.
Otworzył skrzypiące drzwi zza, których pachniało nowością.Odsłonił mi oczy i ujrzałam niebiesko zielony pokój dla małego Philipka, który leżał już w łóżeczku.
-Jejciu jak ja wam dziękuję-rzuciłam się każdemu na szyję.
Zeszliśmy na dół, bo Harry gotował obiad.Trzeba było przyznać, że gotował wyśmienicie.Jak dziecko płakało to dziewczyny latały na zmianę.Głupio się czułam, ale kazali mi odpoczywać.Po obiedzie poszłam z Lou do sypialni i położyliśmy się na łóżku razem z maluszkiem.
-Czy Ty chcesz ze mną mieszkać?-zapytał Lou.
-No a mogłabym?
-Jasne, że tak, przecież już Olivia z nami mieszka-uśmiechnął się.
-A Niki czemu nie?
-To jest tajemnica-objął mnie ramieniem.
Resztę dnia spędziliśmy na siedzeniu w salonie i oglądaniu filmów.Podobno małe dzieci cały czas płaczą, ale Philip jest grzeczny i całe dnie spęcza na leżeniu i machaniu małymi rączkami.Pod wieczór nakarmiłam go i położyłam spać.Siedziałam przy łóżeczku i podziwiałam moją pociechę.Później sama poszłam wziąć prysznic i spać...


                                          ***********************************
Co o  Tym sądzicie?Mi osobiście się bardzo podoba.Dziękuję za jedno słabe pod ostatnią notatką, tylko chciałabym wiedzieć co się temu komuś nie podobało.

                          KOMENTUJECIE to dla mnie ważne<33
Baby Lux ♥♥
http://a2.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash3/553829_247226895375806_210397999058696_450672_2034856068_n.jpg

czwartek, 26 kwietnia 2012

Rozdział #23,+18


***Tydzień później***
      Szybko zleciały nam wakacje.Dzisiaj lecimy do Londynu.Mogę stwierdzić, że było cudownie.Podwójne randki i nocne spacery.Jestem bardzo ciekawa co u pozostałych przyjaciół słychać.Wstałam o 8, bo muszę wszystko spakować.Po cichu wygrzebałam się z łóżka, żeby nie obudzić Harrego.Zjadłam szybkie śniadanie i ubrałam się w to.W łazience wyprostowałam włosy. Spakowałam nie potrzebne rzeczy do walizek i usiadłam na łóżku, przyglądając się słodko śpiącemu Harrego.Bawiłam się jego loczkami, a on mruczał coś pod nosem.
-Hazza wstajemy o 11 mamy samolot-szepnęłam mu do ucha
-Yhy, jeszcze chwilka-nakrył się poduszką.
-Nie  ma chwilki wstawaj!-krzyczałam.
Obrażony zwlekł się z łóżka i poszedł spakować rzeczy.Wyciągnął najpotrzebniejsze ubrania i poszedł do łazienki.Zadzwoniłam do Jess i chwilkę z nią pogadała dopóki z łazienki nie wyszedł goły Harry.
-No co się patrzysz?-zapytał oschle.
-Na Ciebie geniuszu-zachichotałam.
-Nie masz na co się patrzeć?Idź poszukaj przyjaciół.
-Dobra idę-wstałam i szłam w stronę drzwi.
Chciałam otworzyć drzwi, ale złapał mnie za nadgarstek i mocno do siebie przyciągnął.Delikatnie podniósł i położył na łóżku.Jego ręce błądziły pod moją koszulką.
-Foch forever- ścisnęłam mocno jego przyjaciela.
-Bez Ciebie nie wytrzymał bym jednego dnia, jesteś dla mnie najważniejsza.
Zepchnęłam go z siebie i kazałam się ubrać.Do pokoju przyszli Olivia z Liamem.Pogadaliśmy,  oni zjedli śniadanie. Czekaliśmy na przyjazd szanownego pana Paula.Po kilku minutowej ciszy wtargnął do pokoju bez pukania.Zabrał nasze bagaże, oczywiście chłopcy mu pomogli.W kapturach na głowie i w okularach zmierzyliśmy w stronę auta.Piski, krzyki fanek to horror.Otoczeni prze grupkę ochroniarzy zmierzyliśmy do taksówki.Harry mocno zaplótł swoją rękę w moją.
   Na lotnisku byliśmy po 30 minutach.Tam było jeszcze więcej piskliwych Dziewczynek.Liam z Olivką poszli szybciej z powodu, cholernie przerażonej różowowłosej .Paul pozwolił podejść przed samolotem dla jednej fanki.Farbowana blondynka, sztuczne piersi na wierzchu i tona tapety na twarzy.
-O mój boże Harry Styles- zaczęła piszczeć i rzuciła mu się na szyję, a on puścił moją rękę.
-Cześć, jak masz na imię?-pocałował ją w policzek.
-Cornelia!-krzyknęła.
Dał jej autograf, porobił z nią zdjęcia, a ona cały czas śliniła się do niego i mierzyła mnie wzrokiem.
-Możemy już iść?-przytuliłam się do niego, a on mnie odepchnął..
-Rozmawiam z fanką.
-Tak już od jakiś kilku minut-zmierzyłam go.
-Oh, nie marudź, wiesz fanki są dla niego najważniejsze- pocałowała go prosto w usta Cornelia.
Zatkało mnie.Stałam jak wryta, a oczy zaszkliły mi się łzami.Nogi trzęsły mi się, a w głowie miałam mętlik myśli.Rozumiem fanki to fanki, ale żeby pocałowała go w usta, a on nie zaprzeczył tylko delikatnie to odwzajemni.
-Harry przesadziłeś-wykrztusiłam z siebie szeptem.
-Przecież to tylko całus-uśmiechnął się.
Podeszłam do niego i  mocno przyłożyłam mu w policzek.Wołał mnie, ale jakoś się tym nie przejęłam tyko szłam  w stronę samolotu.Usiadłam koło Liama.
-Boże co Cię się stało?-przetarł moją twarz z łez.
-Ta dziewczyna pocałowała go,a on jej nie odepchnął-wtuliłam się w niego i rozpłakałam jeszcze bardziej.
-Ej co jej?-zapytała Olivia i potarmosiła mi włosy.
-Harry- powiedział cicho.
Z torebki wyciągnęłam chusteczkę, i przetarłam twarz.Spojrzałam w małe lusterko i wyglądałam okropnie.Poprosiłam, żeby Olivia poszła ze mną do łazienki się poprawić.Nie zajęło mi to długo jak wróciłyśmy na miejsca, to Harry rozmawiał z Liamem.Usidłam obok mojej przyjaciółki i włożyłam słuchawki w uszy.Przez niewielkie okienko podziwiałam piękno Paryża.Przez cały lot panowała niezręczna cisza.
-Liam co jutro robisz?-zapytałam przyjaciela.
-Przeprowadzam się do Lou i Hazzy, na wszyscy tam będziemy mieszkać-uśmiechnął się szeroko.
Jakoś mnie to nie zainteresowało, włożyłam słuchawki w uszy i zasnęła.
      Obudziła mnie Olivia, ciągnąc za włosy.Dolecieliśmy do Londynu.Zabrałam moje walizki i szybkim krokiem poszłam do auta w którym czekali Zayn i Lou.Pocałowałam każdego w policzek, a w Harrym, aż się gotowało.Natomiast Liam z Oliviką pojechali do niej, żeby jej rodzina poznała Liama. Zayn  schował nasze walizki do bagażnika i pojechaliśmy do domu.Harry chciał mnie przytulic, ale ja się odsunęłam.
-Dotykałeś tego tam na lotnisku, to teraz nie zbliżaj się do mnie-bawiłam się końcówkami włosów.
-Ooo, zakochani się pokłócili!-krzyknął Mulat.
Pod domem czekali na mnie rodzice z wielkim uśmiechami na twarzach.Wychodząc z auta krzyknęłam tyko cześć.Rzuciłam się mi  na szyję i nie obeszło się bez całusów.Wszystkie rzeczy wrzuciłam do pralki i postanowiłam wziąć kąpiel.Nalałam sobie dużo do wanny i zrobiłam piane.Nalałam czerwone wino do szklanki i wygodnie ułożyłam się w wannie.Ta całe scena na lotnisku jakoś mnie teraz bawiła.Zrozumiałam, że to Harry Styles i miliony dziewczyn go kochają, no nie tylko go, ale i resztę One Direction.Wyszłam z wanny, owinęłam się ręcznikiem i wysuszyłam włosy.Ubrałam koszulkę Hazzy i różowe bokserki.W salonie leżała kartka od rodziców. "Dzisiaj mamy nockę w pracy."Ucieszyłam się z tego powodu.W pokoju Louisa znalazłam ciekawe filmy, których jeszcze nie oglądałam.Zamówiłam dużą pizze, a z lodówki wyciągnęłam piwo.Przykryłam się kocem i wygodnie położyłam.Film się zaczął, już muzyka na początku mnie przerażała.Nigdy nie oglądałam horroru sama.Na ekranie był tylko czarny obraz.Melodia stawała się coraz bardziej głośniejsza i w oddali było słuchać ciche piski.Wyskoczyła kobieta,z zaklejonymi ustami, bez gałek ocznych.W prawym oku miała wbity nóż, nie  miał nosa, .Szybko wstałam, wszędzie pozapalałam światła i wyłączyłam film.Stałam na środku przed pokoju i oglądała się dookoła siebie.Ktoś zapukał do drzwi.Powolnym krokiem w strachu zmierzałam w ich stronę.Uchyliłam je lekko, ale nikogo nie zastałam.Chciałam je zamknąć, ale ktoś je przytrzymał i wyskoczył zza rogu.Zaczęłam piszczeć, a on zatkał mi usta i wprowadził mnie do domu.
-Nie piszcz!-krzyknął i odsłonił mi usta.
-Ty masz coś z głową,zawału bym jeszcze dostała  idioto-zjechałam po ścianie w dół.
-To tylko ja piękny i seksowny Zayn Malik-uśmiechnął się.
-Mogłeś jeszcze z siekiera wyskoczyć!!-krzyknęłam, a on usiadł koło mnie i przytulił.
-A wiesz o Tym nie pomyślałem, przepraszam jeśli się wystraszyłaś.
-Oglądałam horror.
-Hahahaa, ta co się boi-zdjął buty i podniósł mnie z ziemi.
Z lodówki dałam mu piwo i odgrzałam pizze.Wspominaliśmy początki naszej znajomości i opowiedziałam mu o tym, dla czego nie odzywam się do Harrego.
-No wiesz powinnaś to zrozumieć, to nie było jakieś przespanie się czy lizanie- usiadł po turecku.
-Rozumiem, ale wiesz jak ja się wtedy czułam?
-Wiem, tak jak wtedy co usłyszałaś tę rozmowę z Liamem.
-Dokładnie-posmutniałam.
-Czuję się jak zwykły dupek po tym, co powiedziałem.
Posiedzieliśmy przed telewizorem jeszcze kilka godzin.Jakoś około trzeciej dopiero poszedł.Posprzątałam w domu i wyłączyłam wszystkie światła Położyłam się wygodnie w moim łóżku, przykryłam po samą szyję kołdrą.Nie mogłam zasnąć.Miałam wyrzuty sumienia, jak potraktowałam Hazze.Zadzwoniłam do Liama.Porozmawiałam z nim, zwierzyłam się, ale on był zmęczony i chciał spać. Umówiłam się że wpadnę do niego, żeby pomóc mu upiec ciasto.Po tej rozmowie było mi jakoś dobrze.W końcu mogłam się wygadać komuś kto jest dla mnie bardzo ważny.Myślałam jeszcze nad moimi błędami w życiu, ale pod czas tego zasnęłam.

Dźwięk mojego budzika, nie o takiej pobudce marzyłam.Miałam kaca i cholerny ból głowy.Wstałam z łóżka i założyłam moje puszyste kapcie.W kuchni wypiłam pół kartonu mleka i szybko zjadłam płatki.Zajrzałam cichutko do sypialni rodziców, a oni słodki spali po ciężkiej nocy w pracy.Weszłam na mojego TT i miałam pół miliona obserwatorów.No większość z nich to fanki One Direction.Z szafy wyciągnęłam to i zrobiłam delikatny makijaż..Włosy spięłam w chaotycznego koka.Położyłam się na łóżku i czekałam kiedy będzie godzina 12, żeby pójść do Liama.Postanowiłam wyjść wcześniej, bo do niego mam spory kawałek, a jak się spóźnię to będzie się wydzierał.Ubrałam conversy i założyłam przewiewną kurtkę.Do torebki powrzucałam najpotrzebniejsze duperele.Po drodze zaszłam do sklepu kupić coś słodkiego.Na ulicy zaatakowało mnie kilka fanek chłopców i robiły sobie ze mną zdjęcia, jak również poprosiły o autografy . Szłam taka dumna po ulicach Londynu, do póki nie zaczął padać deszcz.W pierwszym lepszym sklepie kupiłam kolorowa parasolkę.
    Drzwi od domu przyjaciela otworzyła mi jego mała siostra Viki.
-Hej Nicol- przytuliła moje nogi.
-Cześć kochana-z salonu wybiegł Liam i odepchnął swoją siostrę.
Poszłam do salonu w którym siedziała reszta jego rodzinki.Uwielbiałam tam przychodzić.Tam zawsze panował taki rodzinny nastrój i wszystko starali się robić. razem.Jego rodzice jakoś się pogodzili i wycofali pozew o rozwód.
-Synku my jedziemy, a wy macie być grzeczni i zrobić ciasto-krzyknęła jego mama, ubierając Viki.
-Nie ma sprawy.
Jak wiadomo pieczenia ciast z Liamem kończy się tym, ze idziemy do piekarni kupić je, a potem udawać, że to nasza własne robota.Poszłam po jego laptopa i zaczęłam szukać jakiegoś prostego ciasta.
-Może murzynek?-za sama myśl o tym cieście uśmiechnęłam się od ucha do ucha,.
-Nie, jabłecznik?-usiadł koło mnie na blat.
-Sernik?
-Bingo skarbie-objął mnie ramieniem.
Wyciągnęłam potrzebne składniki.U niego w domu czułam się jak u siebie,wiedziałam gdzie co leży i tu mnie znali najlepiej.Przygotowałam mu wszystko i ponownie usiadłam na blat kuchenny.
-A Ty co, będziesz patrzeć na mnie?-zapytał zdziwiony.
-No tak, to ty masz robić ciasto, a ja Ci pomogę je zjeść-uśmiechnęłam się słodko.
-Pożałujesz-wyciągnął mąkę i lekko mnie ją obsypał.
Za to ja wyciągnęłam drugą i obsypałam mu cała koszulę.Jak małe dzieci rzucaliśmy się mąką, potem kilka jajek latało po kuchni.Przez przypadek wariat zbił dzbanek z wodą.Za to, że śmiałam się z niego on podstawił mi haka.Usiadłam na stole i zaczęłam się śmiać.Widać, że Liam chciał już posprzątać, ale ja się świetnie bawiłam.Podniosłam dzbanek z mlekiem i wylałam mu zawartość na głowę.
-Ty na serio jesteś jebnięta-spoważniał.
-Ja o tym dokładnie wiem-podszedł do mnie i oparł o lodówkę.
Patrzeliśmy sobie głęboko w oczy.Jego tęczówki miały niesamowicie piękny kolor.Nasze twarze zbliżały się do siebie coraz bardziej.Jakoś temu nie zaprzeczałam.Dopiero zrozumiałam co robię źle kiedy nasze języki delikatnie się dotknęły.
-Liam ku*wa co my robimy?-zatkałam usta ręką i odepchnęłam go od siebie.
-Jezu przepraszam, ale Niki ja..., a z resztą nie ważne.
Posprzątaliśmy kuchnię i wzięliśmy się za pieczenie ciasta.Wszystko poszło sprawnie bez żadnych problemów.Po domu rozchodził się wspaniały zapach ciasta.Jego rodzice wrócili i prosili żebym została, ale nie miałam ochoty.Zadzwonił do mnie Niall.Miał za kilka minut przyjechać po mnie.Pożegnałam się ze wszystkimi, a przed domen czekał już blondas.W jego aucie panował niezły syf.Jakieś butelki, papierki po jedzeniu.Próbowałam się czegoś dowiedzieć, ale był twardy i  nie wypuścił nic z ust.Pożegnałam się z nim i szybko pobiegłam pod drzwi, a na nich wisiała kartka-"Idź za płatkami róż♥". Otworzyłam drzwi, a w domu była ścieżka z róż, a dookoła niej świeczki.Tak jak prowadziła ścieżka szłam.Weszłam na pierwsze piętro, ale  róże prowadziły jeszcze dalej.Na schodach, które prowadziły na dach domu leżała żółta róża . Spojrzałam przez okno i było już ciemno, później na zegarek i była już 20.Weszłam na dach i była tam przyszykowana kolacja przy świecach, ale nikogo nie było.Szłam wyznaczoną trasą, tak jak mi kazano.Usidłam przy stoliku i czekałam.Zza rogu ukazała się znajoma sylwetka.Uśmiechnęłam się sama do siebie i przygryzłam dolną wargę.Szedł z wielkim bukietem czerowno-niebieskich róż.Podał  mi rękę i podniósł   z krzesła.
-Nicol ja wiem, ze już po raz drugi zawiodłem Twoje zaufanie, ale to była tylko fanka.Była brzydka i Plastikowa. Tylko Ty się dla mnie liczysz, to z tobą chcę spędzić resztę mojego życia, żeby tu-dotknął mojego brzucha-znajdowała się cząstka mnie, taki mały junior Styles.
Przytulił mnie mocno do siebie.Poczułam jego boskie perfumy.
-Kocham Cię Harry-szepnęłam.
-Mam dla Ciebie słońce mały prezencik-wyciągnął czerwone pudełko z kieszeni, w którym była bransoletka.
-Ale Hazza ja znowu nie mam nic dla Ciebie-pocałował mnie zmysłowo..
-Ważne, że Ty jesteś, to jest dla mnie największy prezent lepszego nie mogłem sobie wymarzyć .
Zjedliśmy razem kolację, którą mam nadziej, że przygotował Loczek.Wypiliśmy wino i usiedliśmy na bujanej huśtawce.
-Widzisz tą dużą gwiazdę?-objął mnie ramieniem..
-Tak.
-To będzie nasza gwiazda, tylko nasza-pocałował mnie we włosy.
-A czy  Ty na serio mówiłeś o tym dziecku?-zapytałam z zaciekawieniem.
-Tak kochanie, kiedy odpadliśmy z X-factora to sądziłem, że nic mi nie poprawi humoru.Jak zobaczyłem Ciebie z tymi poczochranymi włosami to czułem, że mam jeszcze po co żyć.Wracając do tego dziecka to zobacz jakby było cudownie.Była by taka mała pociecha. Jakbyśmy wracali z pracy rzucała nam się na szyję, każdy wieczór spędzali byśmy razem, a potem patrzeli jak zasypia i rośnie-rozmarzył się.
-Mamy dopiero po 18 lat, czy nie uważasz, że to za wcześnie?I jeszcze Twoja kariera to jest teraz najważniejsze-wtuliłam się w niego jeszcze mocniej.
-Moja kariera to tylko zabawa, a najważniejsza jesteś Ty, a dziecko to jeszcze pomyślimy.
Leżeliśmy na huśtawce planując przyszłość z tego powodu, że zrobiło się zimno Harry dał mi swoją marynarkę.Wykłócaliśmy się o ilość dzieci.Ja chciałam chłopca i dziewczynkę, a on dwóch chłopców i dziewczynkę.Za kilka dni wraca mama Harrego , dlatego muszę ją poznać.Wstałam i podziwiałam piękny krajobraz mojej okolicy.Nocą jest tu pięknie i tak romantycznie.Po chwili poczułam jak Harry kładzie  swoje ręce na moich biodrach.Zaczął całować mnie po szyi.Dochodził do ust nagle spojrzał mi prosto w oczy i poruszał brwiami tak seksownie, na znak że  tego chce, a  ja mu odpowiedziałam namiętnym pocałunkiem .Wziął mnie na ręce tak że nogi miałam na jego biodrach i zmierzaliśmy do sypialni. Ściągnął mi bluzę pod którą miałam jeszcze koszulkę  na ramiączka.Ja zdjęłam mu koszule.Całowaliśmy się namiętnie.Następnie zdjął a raczej zerwał ze mnie spodnie.Hazza szybko pozbył się swoich spodni i bokserek, a ja zaczęłam pieścić jego członka.Jego ręce wędrowały po moich plecach.Chciał rozpiął mój stanik ale kiedy mu nie wychodziło udawał że głaszcze moje plecy.W końcu  udało  mu się. Rzucił go na podłogę  i zaczął ssać moje sutki.Przez przypadek mnie ugryzł i krzyknęłam. Cały czas bawiłam się jego najlepszym przyjacielem. On natomiast miał rękę w moich majtkach.
-Harry ja też Ci mogę zrobić dobrze-uśmiechnęłam się cwaniacko.
-Pokaż kotku na co Cię stać-położył się na łóżku, a ja uklękłam przed nim.
Trochę się tego brzydziłam, ale czego się nie robi, żeby sprawić przyjemność Hazzie. Objęłam jego członka rękoma i jeździłam w górę i w dół.Później wzięłam go do buzi.chyba mu się spodobało, bo głośno pojękiwał Złapał mnie za włosy narzucił swoje tępo.Jego jęki stawały się coraz głośniejsze i zaraz mógłby dojść, ale przestałam.Zaczął mnie całować.Delikatnie zdjął ze mnie majtki..Ułożył na łóżku i rozchylił moje nogi. Zaczął lizać okolice waginy .Teraz to myślałam, ze odlecę.

-No zrób to w końcu-wymamrotałam.
Lekko wszedł we mnie, posuwał bardzo Delikatnie.Z każdą sekundą przyspieszał tępo.Prawie bym doszła, ale wyszedł.Cały czas tylko wchodził, wychodził.Bawił się mną jak jakąś zabawką.Mocno wbiłam mu paznokcie w plecy i doszliśmy w tym samym momencie.Padliśmy wyczerpani na łóżko i głośno oddychałam.Całowaliśmy się jeszcze.
-Umiesz zrobić facetowi dobrze.
-Wiem kotku, wiem-wbiłam mu paznokcie w plecy.
Mocno mnie przytulił i zasnęłam.


                                                 *****************************
Moje brudne myśli zaczęły pracować<dzięki Iwona za pomoc>!Jak to pisałam, a no bynajmniej to na końcu to śmiałam się jak idiotka.Jestem zadowolona z tego rozdziału*___*I jeszcze przepraszam za błędy, bo na   pewno  jakieś są!!I dziękuję za 2614 wejść♥♥



http://data.whicdn.com/images/26991008/tumblr_m2ot3gcZRT1r2r58z_large.gif
Buziak od Malika!!♥___♥


poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Będę dalej pisać tego bloga.Jakoś tam mam wenę na dalsze rozdziały.Z tego powodu, że mam dużo nauki nie wiem kiedy dodam nowy rozdział, ale postaram się jak najszybciej.Przewiduje jakoś czwartek lub piątek

BARDZO I TO BARDZO DZIĘKUJĘ ZA 5 MIŁYCH KOMENTARZY POD POPRZEDNIĄ NOTATKĄ!!


Pozdrawiam Directionerki♥♥




Życzę powodzenia jutro wszystkim 3- cio gimnazjalistom na testach ! ♥