czwartek, 31 maja 2012

Rozdział#29

   Kolejne dni na Bahama minęły dość szybko i w miłej atmosferze.Do dziś nie mogę uwierzyć, że Harry mi się oświadczył.Na lotnisku poszłoby wszystko sprawnie, gdyby nie kilka fanek, które cudem się dowiedziały gdzie spędzamy urlop.Lot do Londynu jakoś się nie za bardzo udał, bo cały czas siedziała z nimi mała dziewczynka, która była wielką fanką One Direction.Nawet nie mogłam przytulić się do mojego chłopaka, bo to dziecko siedziało mu na kolanach i śpiewało piosenki.Rodzice chcieli już ją zabrać to miałam małą nadzieję, że pójdzie sobie to ona się rozpłakała i mocno w niego wtuliła.
   Przy lądowaniu na szczęście już ją zabrali.Udaliśmy nasze bagaże i poszliśmy w stronę auta Liama, który miał nas odebrać.Chłopcy wymieniali się ciekawostkami, które się działy w Londynie i na Bahama.
-Wszystko jest gotowe?-zapytał Harry.
-No właśnie nie za bardzo-wymamrotał  Liam.
-Jak to nie?Przecież na jutro wszystko miała być!-zdenerwował się loczek.
  Odwieźli mnie do domu. Liama pocałowałam w policzek, a z Hazzą długo się całowałam.Rzuciłam wszystkie walizki i poszłam napić się mleka.Wszystko rozpakowałam i wrzuciłam do pralki.Zrobiłam kawę i oglądałam wiadomości.Ktoś zapukał do drzwi, to był Zayn.
-Cześć-mocno mnie przytulił.
-No hej co chcesz?-odepchnęłam go.
-Musisz mi coś pomóc.
Zrobiłam mu coś do picia i dałam żelki.Poszliśmy do mojej sypialni i usiadł na łóżku.Opowiedział mi jak poznał Jullie.Pokazał ich wspólne zdjęcia.Była ładna, ale jakoś nie ufam jego dziewczynom.Położyłam się obok, a on przytulił mnie.Jutro chce ją zaprosić do domu i wszystkim przedstawić.Niech tylko dotknie Hazzy to ją zabije.Obejrzeliśmy komedie romantyczną, ale Zayn musiał już iść.
-Tylko pamiętaj, zabije ją jeśli prześpi się z Harrym-powiedziałam szturchając go w ramie.
-Obiecuję, że będę jej pilnować.Cześć-pocałował mnie w policzek.
-Narka-odwzajemniłam to.
Byłam zmęczona po całej podróży.Wzięłam gorącą kąpiel i zjadłam kanapki na kolację.Nastawiłam budzik na 9, bo trzeba uzupełnić zapasy w lodówce.Położyłam się do łóżka i po samą szyje nakryłam się kołdrą.

   I want, I want... po pokoju rozległ się dźwięk mojego telefonu.Spojrzałam na zegar na ścianie.Była 8!!Popatrzałam się w okno, padał śnieg.Na co się tu dziwić przecież jest środek lutego.Kocham zimę.Dzwonił Liam.
-Siemka mała, co tam?-krzyczał do słuchawki.
-Czy Ty jesteś mądry?Ja śpię o tej godzinie.
-Dobra, dobra otwórz mi drzwi.
Wstałam z łóżka i poszła zrobić to o co mnie poprosił.Dał mi różyczkę, którą chował za plecami.Ledwo co widziałam na oczy.Zrobiłam dwie kawy z ekspresu, bo on tylko takie pije i usiedliśmy w salonie.O czymś tam pieprzył, ale ja jeszcze nie ogarniałam co się dookoła mnie dzieje.W łazience odbyłam poranną toaletę, a włosy związałam w kitkę.W pokoju wygrzebałam z szafy ciuchy.Wróciłam do przyjaciela, który miał smutny wyraz twarzy.
-Gadaj co się stało?-przytuliłam go od tyłu.
-Nic-powiedział oschle.
-Przecież widzę, wiesz, że mi możesz powiedzieć o wszystkim.
-Zakochałem się chyba dobra!-krzyknął i wylał kawę.
-Przecież chodzisz z Olivką?W ogóle to w kim?-zrobiłam wielkie oczy.
-Danielle Peazer tancerka.Ostatnio spotykałem się z nią, bo tańczyła na naszych koncertach.No nie wiem czy ją kocham, ale jak ją widzę mam motyle w brzuchu i serce bije mi szybciej.
Mocno mnie do siebie przytulił.Opowiedział mi o całej znajomości z tą całą Dan.Wiadome było to,  że  chodzenie z Olivią nie doprowadzi ich od razu do ołtarza.Boję się tego, że moja przyjaciółka się.załamie.
-Zerwiesz z nią?-zapytałam.
-Teraz Ci nie powiem, bo nie wiem, ale nic do niej nie czuje więc nie chcę jej robić nadziei.
Poleżeliśmy u mnie w sypialni.Pokazał mi jej TT i opowiadał jaka to jest cudowna.Nie wiem już co mam sądzić o całej tej sytuacji.Nie mogę mu przecież kazać, być z różowo-włosą do końca życia.Założyłam kurtkę i buty.Około dziesiątej pojechaliśmy do Tesco zrobić jakieś zakupy.W sklepie zobaczyło nas kilka fanek.Musiałam czekać na niego, ale kilka z nich poprosiło mnie o autograf i zdjęcia.Tak jakoś miło mi się zrobiło, że nie wszystkie mnie hejtują.W oddali zauważyłam dziewczynę z burzą loków.Pociągnęłam Liama w jej stronę.
-To ta  Danielle?
-Tak, nie rób mi przypału.
-Przedstaw mi ją.
Podeszliśmy do niej od tyłu i on zakrył jej oczy.
-Zgadnij kto to-powiedział.
-LIAM!-krzyknęła i rzuciła mu się na szyje.
-Dan poznaj Niki moją najlepszą przyjaciółkę-wystawiłam jej dłoń do uścisku, a ona mnie przytuliła.
Ta dziewczyna tryskała radością.Uśmiechała się na każdym kroku, widać, że zależy jej na Liamie. Dokończyliśmy zakupy we trójkę.Zeszły nam w sklepie jakieś dwie godziny.Później pojechaliśmy do kawiarni.Tam zamówiliśmy trzy kawy.Brunet chciała zajechać do galerii po nowe ciuchy.Mi to odpowiadała, bo muszę kupić sobie nowe buty.Z Danielle gadałam o wszystkim.Czułam się przy niej jakbym znała się z nią już kilka lat, a dla Liama to odpowiadało i chodzi z bananem na twarzy.On poszedł wybierać sobie koszule, a my pobiegłyśmy po buty.Przymierzałyśmy każde po kolei, a fanki chłopców pytały czy oni są z nimi.Po godzinie Liam wrócił z pięcioma torbami, a my jeszcze nie umiałyśmy nic wybrać.W końcu wybrałam te , a Danielle takie tylko, że szare. Wszyscy zadowoleni z kilku godzinnych zakupów.
-Może pojedziecie do mnie?-zaproponowała.
-Ja nie mogę, ale dzięki za zaproszenie-powiedziałam i uśmiechnęłam się do dziewczyny.
-Ja z chęcią-złapał ją w talii Liam.
   Odwieźli mnie do domu.Chwilkę jeszcze pogadaliśmy, ale wolałam zostawić ich samych.
-Tylko nie szalejcie za bardzo-zaśmiałam się.
Rozpakowałam wszystkie zakupy i poukładałam je w odpowiednie miejsca.Z kartonu wyciągnęłam buty i chodziłam w nich po domu.Były bardzo wygodne.Znowu ktoś zapukał do drzwi.Teraz to był Harry, trochę roztrzepane miał loczki.
-Cześć kochanie- uniósł mnie lekko-Za niskie buty kupiłaś.
-Nie to Ty jesteś za wysoki-stanęłam na palcach i pocałowałam go.
Usiedliśmy w salonie i rozmawialiśmy o dzisiejszym dniu.Pominęłam spotkanie z Dan, bo Harry wkurzyłby się  na Liama i zrobił aferę.Zaczął całować mnie, jego usta kierowały się  do szyi i dekoltu.Wiedziałam jakie ma plany na dalsze popołudnie..
-Harry nie dzisiaj-poprawiłam bluzkę
-Czemu?-zrobił smutną minkę.
-Ciężkie dni- pocałowałam go w policzek.
-Czyli małe Hazziątka się nie udały?-udawał, że płacze.
-No bo miały się nie udać i  nie będzie ich przez jakieś pięć lat jeszcze.
-Ranisz Niki-przytulił mnie.
Harold pokazał swoje zdolności kulinarne i ugotował szybki obiad.Przyznam się, że umie gotować lepiej ode mnie.Po wspólnym obiedzie poleniuchowaliśmy trochę.
-Szykuj się-powiedział Styles.
-Gdzie?
-Do nas, Zayn przyprowadza swoją dziewczynę Jullie.
-Zapomniałam.Jak ją przelecisz to popełnię samobójstwo.
-Nie zrobię głupoty, a w ogóle jesteś przyszłą panią Styles- podniósł moją rękę z pierścionkiem.
Poszłam do sypialni ubrać wcześniej przygotowane ciuchy. Zrobiłam mocniejszy makijaż, a włosy rozpuściłam i delikatnie wyprostowałam.
-Słońce ślicznie wyglądasz.
-Nie podlizuj się-pocałowałam go w policzek.
Do torebki wrzuciłam telefon, chusteczki i inne drobiazgi.W aucie jak zawsze ta sama płyta, którą już rzygam. W okolicy  było cicho i spokojnie.Za drzwiami było słuchać krzyki i śmiechy.
-Zawsze na was trzeba yy...eee..ślicznie wyglądasz-jąkał się Malik.
-To moja dziewczyna, odwal się-pocałował mnie Harry.
-Dzięki-przytuliłam go.
Weszliśmy do salonu i wszyscy się na mnie rzucili.Przywitałam się po kolei i podeszłam do Jullie.
-Cześć jestem Niki- podałam jej rękę.
-Miło mi Jullie- uśmiechnęła się.
Podeszłam na kołyski w której leżał Phillip.Wzięłam go na ręce i mocno przytuliłam.Jess podła mi butelkę i usiadłam z nim na kanapie.Karmiłam go, wszyscy się na mnie patrzeli.
-Harry musicie mieć dziecko, zobacz jaką dobrą matka będzie moja siostra-śmiał się Lou.
-Ona mnie chce mieć dzieci-objął mnie ramieniem Hazza.
-Trzeba było się postarać na Bahama-powiedział Zayn.
-No starałem się-wszyscy wybuchli śmiechem.
-Widać, że nie za bardzo-powiedział Jess.
Kocham tu przebywać.W gronie moich przyjaciół, każdy jest inny co sprawia, że są wyjątkowi.Dziewczyna Zayna widać, że trochę nieśmiała.Nie dziwię się jej zobaczyła taką szurnięta "rodzinkę". Nie mogłam oderwać oczu od małego Philipka.Jest taki słodki.Liam z Olivią poszli na górę pogadać.Mam złe przeczucia, bo ta rozmowa ciągnie się dość długo.Po domu rozległo się pukanie do drzwi.Zayn się zerwał i prawie by  się potkną o dywan.Chwile tam pogadał i wrócił z dziewczynka. Taka malutka, słodziutka była.
-Dziewczyny poznajcie naszą śliczną Lux-powiedział Mulat.
 Posadził ją na łóżku i dał kilka zabawek.Chwile później z góry zbiegła Olivia z walizkami.Jess spojrzała na mnie i pobiegła do Liama.
-Olivia gdzie idziesz?-zapytałam.
-Wyprowadzam się, Liam już mnie nie kocha to nie będę tu mieszkać-zaczęła płakać.
-Zamieszkasz ze mną?-zapytałam i mocną ją przytuliłam.
-Nie spróbuje jeszcze raz dostać się do szkoły tańca.
-Zadzwoń dzisiaj jeszcze-wytarłam jej łzy.
-Myślałam,. że mnie kocha, ale pech.Cześć wszystkim.
-Cześć- wszyscy odpowiedzieli równo.
Odprowadziłam ją do auta jej brata i pomachałam.Wróciłam do domu cała zapłakana i Liam chciała mnie przytulić, ale zjebałam go i uderzyłam w policzek.Emocje mnie poniosły.Usiadłam obok Hazzy, wtuliłam się w jego tors.
-Haly, Haly!-krzyczała Lux.
Wziął ją i posadził na kolana, ona prawie weszła mu na głowę.Rozczochrała mu włosy i pocałowała w policzek.Jak to słodko wyglądało.Jullie już się rozgadała, znalazła wspólny temat z Jess i Niallem, a Liam zamknął się w pokoju.Poszłam na niego.Zapukałam, łaskawie wstał i otworzył.
-Mogę?-zapytałam.
-No-warknął.
-A jednak wolisz Dan-usiadłam na łóżko.
-Przeczytała moje esemesy.
-Przez to z nią zerwałeś?
-Nie, przez to, że jej nie kocham.
-Okej-przytuliłam go i wyszłam z pokoju.
Przyszła mama Lux.Pożegnałam się z nią, ale było ciężko.Takie śliczne dziecko.Philipek poszedł spać to nie było z kim się pobawić.Wypiliśmy po drinku, pogadaliśmy, pośmialiśmy się.Bałam się wrócić do domu i nie miałby kto mnie odwieź dlatego nocuje u Hazzy.Zaniósł mnie do swojej sypialnie i rzucił na łóżko.
-Nie mam w czym spać-złapałam jego policzki.
-To jesteś zmuszona spać nago.
-Śnisz, idę do Jess po coś-wyrwałam się z jego uścisków.
-Dam Ci moją koszulkę!-krzyknął.
Porozmawiałam chwilkę z moją przyjaciółką o różnych babskich sprawach.Trochę też o Jullie i Olivi.Powiedział, ze Lou bardzo dobrze czuje się w roli tatusia.Wzięłam od Hazzy koszulkę z cyframi "1856". Tak zajebiście pachniała.Wzięłam szybko prysznic.Styles już leżał wykąpany i sprawdzał swojego TT.Poklepał miejsce koło siebie.Jak się położyłam wszystko powyłączał.
-Niedługo będzie niespodzianka i już zawsze będę koło Ciebie zasypiał-pocałował mnie w czubek głowy.
-Kocham Cię wariacie.
-Ja Ciebie też-wtuliłam się w jego tors i odpłynęłam przy zapachu boskich perfum.
    


                                          ************************************
Witam Wy moje siostry.Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale była blokada twórcza.Nie wiem czy się wam podoba mi osobiście tak.Możee...7 komentarzy i kolejny rozdział? :) Przepraszam za błędy, bo nie chciało mi się sprawdzać.Kocham Was i dziękuję za tyle wejść i obserwatorów ♥

http://25.media.tumblr.com/tumblr_m48b46qaSM1qhzw1so1_500.gif

sobota, 19 maja 2012

Rozdział#28

***Kilka dni później***
   Lot na Bahama był długi i męczący, a to wszystko przez Paula, który marudził.Musiał lecieć z nami dla naszego bezpieczeństwa.Jechaliśmy taksówką, gdzieś nie mam pojęcia gdzie.Ledwo co trzymałam się na nogach, zasypiałam na ramieniu Hazzy.Taksówka się zatrzymała i wysiadał Paul, chciałam zrobić to samo, ale Harry mnie zatrzymał.
-Nie szalejcie za bardzo gołąbeczki-zaśmiał się.
-Spadaj.Jutro się zdzwonimy.
-Harry daleko jeszcze?-marudziłam.
-Kochanie nie denerwuj się.
Jechaliśmy jeszcze kilka minut, a ja spałam.
-Wstawaj i zawiązuję Ci oczy-wyszczerzył się Harold.
-Rób co chcesz.
Zawiązał mi oczy i wyprowadził z auta.Obojętne mi było co za mną zrobi, ja chciałam tylko łóżko.Słyszałam jak rozmawiał jeszcze przez telefon, ale jakoś nie wyraźnie.Kierowca niósł nasze walizki.Potknęłam się o krawężnik i jeb na trawę.Wziął mnie na ręce i pocałował w czoło.
-Jesteś gotowa zobaczyć dom gdzie spędzimy kilka najbliższych nocy?-postawił mnie na ziemię.
-Okej, ale potem idę od razu do łóżka.
Delikatnie ściągał mi chustę.Światło mnie poraziło, ale dobra.Stałam przed ich "skromnym"  apartamentem.No nie wiedziałam, że  mają taki ogromną willę.Zaprowadził mnie do środka i zapłacił taksówkarzowi.To co było na zewnątrz to pikuś do tego czy tej kuchni. Widać, że nie mieli na co wydać kasy.
-Kochanie podoba się?-przytulił mnie,
-Wasz niewielki apartament na Bahama!-krzyknęłam.
-Jesteś zła?
-Nie zaskoczona-pocałowałam go.
-Idź zobacz górę.
Weszłam, było pięć par drzwi.I ciekawe które wybrać, ale pod jednymi drzwiami była różyczka.Domyśliłam się, że to mogą być.Sypialnia przepiękna, ciekawe czym mnie jeszcze zaskoczy.Otworzyłam jeszcze jeden drzwi z tego pokoju.No nie łazienka też skromniutka.W wannie woda z różami.Oj kocham mojego głuptaska.
-Najpierw się wykąpiesz, potem zjesz kolację ze mną i pójdziesz spać.A jutro pójdziemy na plażę.
-Nie Hazza, spać!
-Zrobiłem tak ładne dla z Ciebie,a  Ty nie chcesz-zrobił smutna minkę.
-Oj dobrze.
Poszłam do sypialni i z torby wyciągnęłam koszulkę i bokserki oraz kosmetyczkę.Zdjęłam z siebie brudne ubrania i weszłam do gorącej wody.
   Posiedziałam w wannie dobra godzinę, ale musiałam wyjść bo kolacja była gotowa.To kąpiel mnie rozbudziła.Nasmarowałam ciało czekoladowym masłem, a na głowie zrobiłam turban.Zjedliśmy pyszną kolację przy świecach i lampce wina.Jest tam cholernie gorąco i nawet klimatyzacja i otwarte okna nie pomagają.Poszłam do łazienki, rozczesałam włosy.Zgasiłam światło w sypialni i otworzyłam okno.
-Kotku ślicznie wyglądasz-nakrył mnie kocem.
-Dobranoc.
-No pewno będzie dobra-pocałował mnie w czubek głowy.

    Wstałam około 10.Harruś jeszcze drzemał.Wyszłam na dwór.Ciepłe powietrze uderzyło mi w twarz, ale co tam tu jest gorąco,a w Londynie pada deszcz.Położyłam się na leżaku i zadzwoniłam do Liama.Dowiedziałam się, ze Olivia jednak została.Pogadałam ze wszystkimi po trochu.W kuchni nie mogłam się troszkę ogarnąć, ale jakoś udało mi się wszystko znaleźć.Zrobiłam mu typowe brytyjskie śniadanie i starannie ułożyłam na stole.Schodził ze schodów.
-Niki nie gadaj, że zrobiłaś śniadanie?-zaśmiał się.
-Bardzo zabawne-pocałował mnie, sadzając na blacie.
-Jakie plany na dziś?
-Plaża, Ty, Ty i jeszcze raz Ty.
Zjedliśmy śniadanie przy żartach i śmiechu.Poszłam do łazienki.Tam ubrałam nowy strój kąpielowy, a na to założyłam przewiewną sukienkę.Włosy związałam w starannego koga.Harry zadzwonił po Paula, który był u nas po 10 minutach.We trójkę ruszyliśmy na plażę oddaloną tylko o nie cały kilometr.Chłopaki szeptali coś, a mnie to irytowało.Na plaży poszli do jakiegoś małego gostka i gadali z nim o jakimś jachcie.Wsiedliśmy do takiego i gdzieś popłynęliśmy.
-I powiedz mi, że to Twój jacht-odgarnęłam mu loczki.
-Nie mój misiu, tylko też chłopaków.
Byliśmy na środku oceanu.Paul i Harry skakali, nurkowali i wygłupiali się.Ja leżałam i opalałam się.Nie ma mowy, żebym weszła do wody.Namawiali mnie,ale ja odmawiałam.Przysypiałam już tam trochę i głowa napierdzielała mnie od słońca.Poczułam jak ktoś mnie łapie za nogi i za ręce.Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo wylądowałam w wodzie.Przyznam, że woda wcale nie była aż taka zimna.
-Zabije was!!-okryłam się ręcznikiem.
-My tu przyjechaliśmy popływać, a nie Ty będziesz leżeć-śmiał się Paul.
-Zabawne.
Usiadłam na dziobie jachtu i patrzyłam przed siebie.
-Podoba Ci się tu?-zapytał Harry.
-Oczywiście, że tak, tylko Ty zawsze za nie płacisz i tak dziwnie się czuję.
-Nie gadajmy o kasie- pocałował mnie
 Wróciliśmy do domu.Razem z Paulem kąpaliśmy się w basenie.Miło leciały nam godziny, ale Harry go wyrzucił.Leżałam na nim na  materacu.
-Musze coś zrobić, Ty tu zostaniesz i będziesz grzecznie leżeć-wytrzepał wodę z włosów.
-Jasne.
Jak opętany pobiegł do domu i wrócił z moją czerwoną sukienką i czarnymi szpilkami.W tej, której byłam w Paryżu i zapytał się mnie czy zostanę jego dziewczyną.O co tu do cholery chodzi?Kazał mi to ubrać. Tak zrobiłam, ale co dalej.Wszystkie okna pozamykał i pozasłaniał żaluzję.Zadzwonił Lou.Powiedziałam mu o tej całej sytuacji.
-Ej, a może on chce z Tobą zerwać?-powiedział Niall.
-Ty dzięki, ale po co ta sukienka i wszystko?
-Może w takim fajnym stylu i powie zostańmy przyjaciółmi-pocieszała mnie Jess.
-Ja z wami nie rozmawiam!Żegnam.
Leżałam w hamaku i różne myśli chodziły mi po głowie.Mogła to być prawda co oni mówili.Włosy trochę mi wyschły i związałam je w kitkę.Wyszedł zza szklanych drzwi Paul!
-Co Ty tu robisz?-facepalm.
-Niespodzianka, a teraz chodź grzecznie.
Weszliśmy do domu, w którym było pełno dużych, małych świeczek i różnych kwiatów.Zerwanie w takim stylu?Zajebiste.Zaprowadził mnie na taras gdzie była przyszykowana kolacja przy winie.Zestresowana usidłam na krześle,  a Paul szepnął coś Hazzie.Zjedliśmy to co było na talerzach i popijaliśmy winko.
-Musimy poważnie porozmawiać-powiedział Harry i wstał.
-Nie mogłeś zerwać ze mną w Londynie tylko przywozić tu i jeszcze bardziej w sobie rozkochać?-oczy zalały mi się łzami, a on śmiał się.
-Widać, że wszyscy się dobrze spisali-podniósł mnie-Ja nie chcę z Tobą zrywać.
-...-podniosłam brwi.
-Jesteśmy ze sobą prawie dwa lata i wiem, że jesteś tą jedyną-uklęknął-Wyjdziesz za mnie?-z kieszeni wyciągnął pudełeczko z pierścionkiem.
-Tak-założył mi pierścionek i pocałował-Myślałam, że chcesz ze mną zarwać.
-Nawet tak nie myśl.Chodź porywam Ci gdzieś.
   Doszliśmy na plaże, gdzie był rozłożony koc.Dookoła niego świeczki, a na nim miska z przeróżnymi owocami.Karmiliśmy się nawzajem przy zachodzie słońca.A byłam taka przerażona tym ''zerwaniem". Leżeliśmy wtuleni w siebie, oglądając niebo.Z tego powodu, że robiło się ciemno wróciliśmy do domu.
-Co robimy?-powiedziałam, rzucając się na kanapę.
-Małe Hazziątka?-uśmiechnął się.
-Chodź do góry-pociągnęłam go.


                                        ********************************
Postarałyście się z komentarzami pod poprzednią notatką ♥ i dzięki temu nabrałam weny i udało napisać mi się to.Napiszcie co o tym sądzicie, bo dla mnie to się jakoś nie za bardzo podoba.Zapraszam na mojego nowego bloga.Dodawajcie się do obserwatorów, to dla mnie bardzo ważne :)

sobota, 12 maja 2012

Rozdział #27

**Oczami Liama**
   Nie spałem przez całą noc tylko patrzałem się jak moja piękność śpi.To była nasza ostatnia wspólna noc, bo dzisiaj ona wylatuje do Stanów Zjednoczonych spełniać swoje marzenia.W pewnym sensie mnie to cieszy, ale i w pewnym nie.Wygramoliłem się z łóżka i pocałowałem ją w czoło.Założyłem niebieską koszulkę i poszedłem zrobić jej śniadanie.Reszta jeszcze spała, na nie dziwię mi się przecież jest dopiero siódma rano.Zrobiłem jajecznicę, a do szklanki nalałem mleko.Wszystko ułożyłem starannie na tacce i poszedłem do góry.
-Kicia wstawaj- zabrałem  jej kołdrę.
-Dobrze kochanie-rzuciła mi się na szyję.
Zjadła śniadanie, a ja przyglądałem jej się uważne.Nie chcę, żeby mnie tu zostawiała.Bez niej jest tak, że czuję pustkę w sercu.Nie wyobrażam sobie życia bez niej lub jakieś innej dziewczyny na miejscu Olivki.Sprawdzała walizki czy wszystko zapakowała.Na półkach w szafie nie było już tyle jej rzeczy tylko kilka bluzek, których nie nosi.Chciało mi się płakać, ale musiałem udać silnego.
-Liam będziesz tęsknić?-wstała z ziemi i przetarła łzę.
-Umrę bez ciebie-przytuliłem ją.
Samolot miała za półtorej godziny, ale musiała pożegnać się jeszcze z rodzina i Nicol to zaraz mieliśmy jechać.Poszła do każdego do pokoju i ich budziła.Z Jess żegnała się najdłużej i płakały jak głupie.No chociaż ja na pewno nie będę lepszy, nie będziemy się widzieć przez pół roku.Postaram się ją odwiedzać, kiedy będę miał jakieś wolne.Pocałowała Phillipka w czółko i wyszliśmy.Jej walizki spakowałem do bagażnika i pojechaliśmy do Niki.Przez całą drogę patrzyła przed siebie i się nie odzywała.W jej oczach zbierały się łzy, ale nie chciała ich za bardzo pokazać.U Nicol otworzyłam nam jej mam bo ona jeszcze spała, ale Olivia musiała ją obudzić.
-Nicol wstawaj, zaraz wylatuję!-krzyknęła Olivia i rzuciła się na nią.
-Nie leć!Zostań z nami-już płakała.
Przytuliły się mocno i płakały.Szeptały coś sobie na ucho.Wypiliśmy u niej kawę i porozmawialiśmy, ale niestety musieliśmy już jechać.
-Masz dzwonić codziennie i przyjechać jak będziesz miała kilka dni wolnego-przytuliły się mocno.
-Jasne, będę tęsknić, kocham Cię.Cześć-powiedziała Olivka i wyszliśmy.
W aucie nadal panowała nie zręczna cisza.Na lotnisku nie było dużo ludzi i na szczęście żadnych fanów.Oni teraz się nie liczyli, teraz ona była najważniejsza.Wyciągnąłem walizki z auta i złapałem mocno jej dłoń.Poszliśmy na odprawę i tam zaatakowało mnie kilka dziewczyn.Olivia od razu foch i poszła w drugą stronę.
-Czekaj Olivia!-krzyczałem.
-Nie mogą dać Ci spokoju nawet dzisiaj, kiedy ostatni raz się widzimy?-przetarłam jej łzy i policzków.
Podeszliśmy pod samolot, którym miała lecieć.Staliśmy i całowaliśmy się namiętnie.
-Liam obiecaj, ze mnie nie zdradzisz.
-Kochanie nawet tak nie myśl-mocno ją przytuliłem.
-I nie zostawisz mnie, dlatego że jestem daleko?
-Nigdy jesteś dla mnie najważniejsza-pocałowałem ją w policzek-A teraz już idź, bo samolot odleci.
-Ja już tęsknię, kocham Cię.
-Ja Ciebie też-pocałowałem ją ostatni raz.
Nie wytrzymałem i łzy same mi poleciały.Patrzyłem jak idzie powolnym krokiem i wchodzi do samolotu. Przed wejściem jeszcze mi pomachała.Stałem sam i płakałem.Płakałem, bo na pół roku straciłem najważniejsza dla mnie osobę.Już nie będę się koło niej budzi i zasypiał.Spojrzałem jeszcze raz na samolot i odchodziłem stamtąd.
-Liam, Liam!!-usłyszałem głos.
Odwróciłem się i nie mogłem uwierzyć w to co widzę.Biegła moja Olivia.Rzuciła się na mnie i objęła nogami moje biodra.
-Wariatko samolot zaraz odlatuje-mocno ją do siebie przytuliłem, jak nigdy.
-Nie lecę.
-A twoje marzenia?-cały czas trzymałem ją na rękach.
-Moje marzenia już się spełniły.Mam najlepszego na świecie chłopaka i wspaniałych przyjaciół-pocałował mnie.
-Zrobię wszystko, żebyś tańczyła.Wszystko rozumiesz wszystko.
-Jedziemy do domu?No i jeszcze moje rzeczy!
-Kupię Ci nowe i ja muszę odpocząć.
-To jedź do spa czy gdzieś, a mnie zawieź do domu-zeszła ze mnie i poszliśmy w stronę auta.
-Ale z Tobą.
Pojechaliśmy do najlepszego spa w Londynie.Zarezerwowałem pokój i poszliśmy na masaże.

**Oczami Nicol**
   Siedziałam z Harrym na sofie i oglądaliśmy film.Cały czas myślałam o tym jak tyle wytrzymam bez Olivi.Zadzwonił jego telefon, ale nie odebrał przy mnie tylko wyszedł.
-Harry z kim rozmawiałeś?
-Kolega.
-Jasne.
-Wiem, że nie ufasz mi Niki.
-Ufam, chyba-powiedziałam szeptem.
-To mam coś dla nas-poszedł po coś-Tylko Ty i ja lecimy za kilka dni na Bahama-uśmiechnął się.
-Żartujesz?-wstałam z miejsca.
-Jestem całkowicie poważny, a jak wrócimy to będzie jeszcze jedna niespodzianka.
Dokończyliśmy oglądać film, ale cały czas przerywał nam telefon Hazzy, aż w końcu musiał gdzieś pojechać.Później przyjechali rodzice.Zaczęli się pakować, bo dzisiaj mieli lecieć.Mama pakowała wszystko idealne, a tata powrzucał byle jak do torby.Przez to musiałam poukładać jego rzeczy w idealną kostkę.Mama z przejęciem biegała po domu i sprawdzał czy wszystko zapakowała.Przyjechał Louis, który miał ich zawieść na lotnisko.
-Logan czy wszystko mamy?-zapytała mama.
-Tak, na pewno słońce.
-A bilety macie?-krzyknął Lou.
-Boże zapomniałam!!-krzyknęła mama.
Pobiegła do sypialni.Pożegnałam się z nimi i pojechali.I znowu chata wolna na dobry miesiąc.Moi staruszkowie to dość rozrywkowi ludzie i zwiedzili już dobre pół świata.Dzisiaj miałam zamiar spędzić resztę dnia z Lou i jego synkiem.Posprzątałam w domu i poszłam do mojej pracowni coś po bazgrać.Rozłożyłam sztalugę i wyciągnęłam farby, które dostałam od Nialla.Miałam wizję na  dom, taki poza miastem pełnym aut.Zawsze chciałam mieszkać na wsi, mieć konia i spokój.Zero pisków opon i zaśmieconego środowiska.Po godzinie jakoś obraz wyglądał.Zadzwonił dzwonek.Pobiegłam szybko otworzyć.Oczywiście był to Louis z Phillipkiem.
-Cześć siostrzyczko-przytulił mnie.
-Hejka, co tam u Was słychać?
-A dobrze, dobrze to gdzie idziemy?-poprawił małemu czapkę.
-Może zostaniemy w domu?
-Jak chcesz.
Wzięłam od niego wózek i rozebrałam maluszka.Usiedliśmy w salonie, o Lou zrobił kawę.Mój brat planował już ślub z Jess, ale nie wiem po co tam szybko.Obejrzeliśmy kilka zdjęć z dzieciństwa, a on porobił zdjęcia Phillipowi i wrzucił je na TT.
   Tak zleciało nam kilka godzin na miłej pogawędce.Ubrałam jego synka i pożegnałam się z nimi.Z ciekawości weszłam na mojego TT i na jakieś strony plotkarskie.Roiło się tam od tego, że jestem w ciąży, bo nosze rozciągnięte swetry.Harry napisał na swoim koncie, ze to jest nie możliwe i jeśli było by tak, że nosze w brzuchu małego  Stylesa to poinformowałby fanki.Zamknęłam laptopa i poszłam wziąć prysznic.Później pozamykałam drzwi i położyłam się spać w cieplutkim łóżeczku.

                                  **********************************
Udało się napisać coś jeszcze przed tragiczną szkołą.Nie jestem z niego zadowolona.Rozdziały będę krótkie, bo zbliżam się do końca, a chcę żeby było ich jakoś więcej.Dziękuje za komentarze.A teraz warunek, żeby był kolejny rozdział chciałabym mieć 5 komentarzy.Możecie to dla mnie zrobić??

piątek, 11 maja 2012

Rozdział #26

      Chrapanie Harrego doprowadza mnie do szału.Otworzyłam lekko oczy i próbowałam uwolnić się z jego uścisku, ale nie dałam rady.Nasze nogi były splątane, a on trzymał mnie tak mocno, że biodro mnie bolało. Miałam strasznego kaca, a nie daleko mnie stała woda.Delikatne odgarnęłam loczki z jego twarzy i uśmiechnęłam się.
-Kotku możesz mnie puścić?-szepnęłam.
Nic nie odpowiadał.Dalej się szarpałam, ale nie udało się.Zapadałam w sen.
-Zaklepuję tę wodę co tam stoi!-krzyknął nagle i wyskoczył z łóżka.
Zaczęłam się śmiać i nakryłam się kołdrą.Spoglądałam na niego kątem oka, a on już zdążył wypić dwie butelki wody.Położył się obok mnie i też wszedł pod kołdrę.Zaczął mnie całować.Najpierw czoło następnie szyja, bark i piersi.
-Harry ogarnij jeszcze ktoś wejdzie-odepchnęłam go, ale był nachalny.

-Obiecałaś coś wczoraj, myślisz, że nie pamiętam?
-Odłóżmy to na wieczór, jest już trzynasta i obiad zaraz będzie.
Obrażony wstał i poszedł do łazienki.Wyciągnęłam z mojej torby ciuchy i szybko je założyłam.Czekałam na Loczka, ale coś długo go nie było, dlatego zeszłam na dół.Wszyscy siedzieli i pili popołudniową kawę.
-Dzień dobry-powiedziałam
-Raczyła wstać-zaśmiała się Anne.
-A gdzie mój Loczek?-udał smutnego Lou.
-W łazience.
Poszłam do kuchni i zrobiłam dwie kawy z ekspresu.Nalałam kotką mleka i poszłam do salonu, gdzie Hazza już czekał.Podałam mu kawę i usidłam.Jess siedziała na kolanach mojego brata i oglądał zaręczynowy pierścionek.Kucharka babci zrobiła pyszny obiad, a ekipa sprzątająca doprowadzała dom do porządku.Takie wspólne obiadki to wspaniała rzecz.Nie odbyło się bez żartów i śmiechu, nawet babcia się rozkręciła.Polubiła chłopców i moje przyjaciółki.Widać, że brakowała jej tego przyjacielskiego ciepła.Najbardziej to chyba polubiła Nialla.Cały czas rozmawiali ze sobą i dała mu nawet kilka swoich tajemniczych przepisów.W sprawie jedzenia idealne się dogadywali.Około szesnastej zbieraliśmy się do domu.Pozbierałam wszystkie rzeczy i pożegnałam się z babcią .Razem z Harrym wsiedliśmy do jego auta .
-Masz focha?-zapytał.
-Tak mam i nie odzywaj się do mnie-wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem.
Teraz to on udawał obrażonego.Podwiózł mnie pod dom, ale jak chciałam go pocałować to odwrócił się.Z rogalem na twarzy wyszłam z auta.W domu rozpakowałam torbę i poszłam wziąć zimny prysznic.Rodziców nie było w domu, bo postanowili pogadać jeszcze z Irene, ale i tak jutro lecą do Nowego Jorku.Do szklanki nalałam sobie soku jabłkowego i usiadłam przed TV.Usadowiłam na podłodze i przykryłam się kocem.Włączyłam na jakiś kanał i leciał stary wywiad z One Direction.Tak słodziutko tam wyglądali, a miny Loczka doprowadzały mnie o zgon.Zadzwonił mój telefon, a na wyświetlaczu było śmieszne zdjęcie Nialla.
-Tak?
-Niki możemy pogadać?-zapytał, a w jego głosie było słuchać nutkę strachu.
-Tak, jasne wpadnij do mnie-rozłączyłam się.
Poszłam do łazienki, aby poprawić włosy.Włączyłam jakiś kanał muzyczny i czekałam na mojego przyjaciela.Zapukał do drzwi, szybko mu je otworzyłam.Była cały zapłakany.
-Boże Niall co Ci?-przytuliłam go mocno.
-Bo ja ją kocham, a ona wolała go!-jeszcze mocniej mnie ścisnął.
-Ale, że kto kogo, czekaj zrobię naszą ulubiona kawę i pogadamy.
Poszedł do mojej sypialni i rzucił się na łóżko.Ja w kuchni szybko zrobiłam kawy.Podałam mu kubek i usidłam po turecku  na łóżku, na przeciwko niego.
-Blondas powiedz o co chodzi?
-No powiedz dlaczego ona mnie nie chce?Co on ma, a czego ja nie mam?Nie umiem tego pojąć, kocham ją. Żeby ją zdobyć zrobiłbym wszystko-rozpłakał się bardziej.
-Ale o kim Ty mówisz?
-O Jess i Lou!-krzyknął-Wiem, że to mój przyjaciel, ale nie było jeszcze tak, ze dwójka zakochała się w jednej.Nie powiem tego nikomu tylko tobie.Ona już wiem, powiedziałem Jess w Paryżu, a teraz jeszcze się jej oświadczył.
-Niall i co ja mam Ci powiedzieć?Znajdziesz sobie kogoś innego, też ją pokochasz, założysz rodzinę.Zrozum takie jest życie-położył głowę na moich nogach i bawił się końcówkami moich włosów.
Leżeliśmy tak jeszcze przez kilka dobrych minut, ale on musiał już iść.Ja wzięłam laptopa i sprawdzałam różne ciekawe strony.
**Oczami Olivi**
   Leżeliśmy z Liamem w sypialni, a on grał na konsoli i nie rozmawiał ze mną.Pisałam na FB z Niki i przyglądałam mu się uważne.
-Liam czy Ty mnie jeszcze kochasz?-zapytałam zamykając laptopa.
-Tak, a po co to pytanie?-cały czas wpatrzony w grę.
-Bo w ogóle nie chcesz się ze mną kochać-udałam obrażoną, ale on tego nie zauważył.
-Czekam, aż będziesz gotowa.
-Chodź tu i teraz.Jestem gotowa.
-Nie mam ochoty.
Wstałam i pierdolnęłam drzwiami, że na korytarzu pobił się wazon.Z salonu wzięłam jakiś koc i poszłam na ogród.Usiadłam na bujanej huśtawce.Oglądałam gwiazdy.Przyszedł i usiadł koło mnie Zayn.
-Co tam?-zapytał i wyciągnął papierosy.
-Daj mi jednego.
-Ty palisz?-zrobił minę WTF?
-No nie, ale daj mi-położyłam głowę na jego ramieniu.
Porozmawialiśmy chwilkę i opowiedziałam mu o tym zajściu z Liamem.Jak zawsze umiał pocieszyć kobietę.On rozumie nas lepiej niż dorosły mężczyzna.Uwielbiam go jest dla mnie jak brat, dla którego zrobiłam bym wszystko, ale to nie znaczy, że go kocham czy coś.Moim wybrankiem serca jest Liam i tak pozostanie.
-Idziesz ze mną po jakaś płytę?-zapytał.
-Nie chce mi się-uśmiechnęłam się ładnie.
**Oczami Zayna**
     Postanowiłem pójść do sklepu muzycznego po jakąś nową płytę. Wszystkie, które miałem u siebie, dawno odsłuchałem i to po kilka razy.
Dotarłem na miejsce. W środku było pełno ludzi. Wszedłem do środka i udałem się do przedziału z rockowymi płytami. Kiedy przeglądałem płyty, zauważyłem, że obok mnie stoi jakaś dziewczyna. Nagle upadła mi na ziemię płyta i oboje schyliliśmy się po nią.
- Proszę - powiedziała, podając mi płytę do ręki - Jestem Jullie.
- A ja Zayn - zacząłem się jąkać. Miała azjatyckie rysy twarzy, ciemne włosy i oczy. Nie mogłem przestań się na nią patrzeć. Wreszcie dotarło do mnie, że Jullie coś do mnie mówi.
- Ty jesteś ten Zayn z One Direction? Przepraszam, ale nie orientuje się do końca w muzyce Pop.
- Tak, to ja. Masz ochotę pójść na gorącą czekoladę? Robi się zimno i chyba zacznie padać, a tu obok jest kawiarnia.
- Chętnie.
Każdy kupił swoją płytę i wyszliśmy ze sklepu. Nie minęło kilka sekund, a znaleźliśmy się na miejscu. Otworzyłem jej drzwi, a ona się do mnie uśmiechnęła. Miała taki ładny uśmiech...
- Dwie gorące czekolady poproszę - po zamówieniu usiadłem przy stoliku.
Rozmawialiśmy przez dobrą godzinę o wszystkim i o niczym. Świetnie nam się gadało, lecz zbliżał się wieczór. Wymieniłem się z Jullie numerami telefonu i odprowadziłem ją do domu. Nie mieszkała daleko (na moje nieszczęście), więc szybko byliśmy na miejscu.
Popatrzyłem się w jej brązowe oczy. Utonąłem w nich praktycznie. Z tego "transu" obudził mnie jej pocałunek w mój policzek i słowo "pa". Odszedłem bez słowa i udałem się do domu.
   Wszedłem do domu, a chłopcy siedzieli na dole i bawili się z małym Phillipem.Bez słowa poszedłem do mojej sypialni i z szafki wyciągnąłem bokserki.Udałem się pod prysznic, ale cały czas myślałem o Jullie.Jej oczy i uśmiech  miałem przed oczami.Może się zakochałem?, ale to przecież nie możliwe.Ja nie wierze w miłość od pierwszego wejrzenia.Ona miała w sobie coś wyjątkowego.Nie mam pojęcia co, ale wiem, że to mnie strasznie podnieca.Napisałem do niej esemesa "Miłych snów :)"Czekałem na odpowiedz, ale się nie doczekałem.Zgasiłem światła  w pokoju i ułożyłem  wygodnie na łóżku.Już prawie odpłynąłem,ale zaświecił się mój telefon.Na twarzy pojawił mi się uśmiech od ucha do ucha bo to wiadomość on Jullie" Przepraszam, że tak późno, ale byłam z psem.Dziękuję za miłe spotkanie i również miłych snów :*" Myślałem, że dostane zawału i jeszcze na końcu był buziaczek.Schowałem telefon i zasnąłem myśląc o niej.


                                            
                                            ******************************
Brak weny= krótki rozdział :( Całkiem mi się podoba, ale co Wy o tym sądzicie??Nie mam pojęcia kiedy następny -,- <postaram się jak najszybciej>Mam nadzieję, że będzie chociaż 5 komentarzy lub 4 :) Bardzo mi na tym zależy.Bardzo dziękuję za tyle wejść ♥♥♥


Nowa bohaterka:

http://data.whicdn.com/images/17277449/tumblr_lu8tfp9tZP1r46fo4o1_500_large.png
Jullie - ma 18. Uwielbia muzykę i kocha taniec. Umie grać na fortepianie i gitarze. Jest spokojną osobą, ale potrafi się zabawić. Nie przepada za imprezami z alkoholem.Nie lubi rozpieszczonych dziewczyn, które palą, piją, ćpają tylko po to, aby zaimponować chłopakowi.


sobota, 5 maja 2012

Rozdział #25

**Oczami Nicol**
   Budzik zadzwonił mi o 6.00.Byłam wypoczęta jak nigdy dotąd.Spojrzałam na kalendarz.Była sobota, a dokładniej 24 stycznia co oznacza dwudziestą rocznicę ślubu moich rodziców.Od miesiąca wszystko planujemy z Louisem.Rodzice nic o tym nie wiedzę, bo chcemy żeby to była niespodzianka.Pozapraszaliśmy wszystkich ich znajomych i oczywiście rodzinę.Całe przyjęcie odbędzie się u babci Irene, która jest bardzo bogatą kobietą.U niej zawsze musi być wszystko idealnie, a rzeczy najdroższe.Nie widzi świata poza sobą i uważa, że jest najważniejsza.Przez to zostawił ją mąż, z którym obecnie nie  utrzymujemy kontaktów. Najważniejsze są dla niej zwierzęta i prowadzi schronisko.Rzadko ją odwiedzam, bo mieszka na drugim końcu Londynu i nie mam jak tam się dostać.
      Starannie ułożyłam pościel na łóżku i poszłam zajrzeć do rodziców.Spali wtuleni w siebie.Uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam coś zjeść.W kuchni zadzwonił do mnie Lou.
-Siemka, Harry przyjedzie po Ciebie i pojedziecie do babci.
-Jasne nie ma sprawy i pamiętaj nie wygadaj się.
-Ty się Niki nie martw o mnie-zaczął się głośno śmiać-Kończę narka.
-Cześć-rozłączyłam się i dokończyłam śniadanie.
Odbyłam poranną toaletę, zrobiłam lekki makijaż, a włosy uczesałam w warkocza i ułożyłam go na ramieniu.Stanęłam przed moją ogromna szafą i nie miałam się w co ubrać.Po długim namyśle i zrobieniu tam jeszcze większego bałaganu jaki był wybrałam to. Czekałam na Harrego dobrą godzinę.Siedziałam na łóżku z laptopem na kolanach i czytałam różne posty.Usłyszałam pukanie do drzwi i zerwałam się z łóżka.Otworzyłam  drzwi, rzuciłam mu się na szyję.Coś co mnie zdziwiło , że pachniał damskimi perfumami.Odepchnęłam go od siebie.
-Co się słońce stało?-zapytał i złapał mnie w talii.
-Pachniesz damskimi perfumami!-krzyknęłam.
-No w końcu mieszkam z dwoma babami- uśmiechnął się słodko.
-Masz szczęście-pocałował mnie namiętnie.
Wtajemniczyłam go dokładnie jak ma wyglądać dzisiejszy dzień przed imprezą.Wypiliśmy herbatę i poprawiłam mu jego zacne loczki.Jak wychodziliśmy rodzice jeszcze spali. Zarzuciłam na siebie kurtkę, a szyje obwiązałam szalikiem.W aucie włączył piosenkę "Call Me Mayby". Hazza chciała jechać na skróty, ale coś mu to nie wyszło.Wyjechaliśmy poza granice Londynu.
-Zabije Cię, miałam być u babci na siódmą, a jest za dziesięć ósma.
-Nie panikuj zaraz znajdziemy drogę-wyciągnął mapę.-Szukaj drogi powrotnej.
Ta mapa taka wielka, a my jesteśmy gdzieś na poboczu i jeszcze żadnego domu nie ma  w pobliżu,ani   żadne auto nie przejeżdża tam tędy.
-Przecież ta mapa to w ogóle nie w tą stronę!-krzyknęłam.
-Skarbie odwrotnie ją trzymasz-pocałował mnie w policzek.
Jakoś udało się odnaleźć drogę, a po drodze Harry zobaczył bezdomnego kotka i musiał się zatrzymać i go zabrać do domu.Wjechaliśmy na dzielnicę w której stały duże wille.Zatrzymaliśmy się pod domem babci Irene
.Jej dwa psy zaczęły szczekać.Zadzwoniłam, a bramkę otworzyła mi jej pomocnica.Psy zamknęła w kojcu i wpuściła nas.Później zaprowadziła nad do wielkiego salonu, który w ogóle się nie zmienił przez te lata kiedy tu nie byłam.Dalej na środku stały wielkie sofy z beżowej skóry i jedne fotel, na którym  kiedyś siedział dziadek i czytał gazetę.Po lewej stronie było wielkie okno z pięknym widokiem na las.Miła kobieta poczęstowała nas pysznym ciastem i kawą.Na babcie jak zawsze trzeba było czekać, bo załatwiała sprawy ze swoimi klientami.
-Przepraszam mogłabym się rozejrzeć po domu?-zwróciłam do do kobiety.
-No nie wiem cz pani Irene
życzyłaby sobie tego-pokiwała głową na nie.
-Dlaczego nie możesz Nicol, w końcu ten dom może kiedyś należeć do Ciebie-ze schodów zeszła moja babcia.
-Witaj babciu-przytuliłam ją,
-Cześć kochana.
-To jest Harry mój chłopak, Harry to maja babcia Irene
- pocałował ją w dłoń.
-Rozejrzyjcie się po domu, a ja dokończę to co zaczęłam i porozmawiamy.
Jak zawsze była tajemnicza i nikomu nie zdradziła co robi.Wróciłam do początku mieszkania i oglądałam wszystko.Weszłam do kuchni, która wyglądała tak.Przejechałam palcami po blacie i poczułam zapach dochodząc z piekarnika.
-Patrz kot-szepnął Harry.
-Nie musisz mówić szeptem- zaśmiałam się.
Weszliśmy na górę po kręconych schodach.Zastaliśmy długo korytarz z kilkoma drzwiami.Na ścianach wisiały obrazy najzdolniejszych malarzy na świecie.Otworzyłam pierwsze drzwi, w których była  sypialnia.Tu zawsze nocowałam jak byłam małą dziewczynką.Podeszłam do łóżka, w którym leżała  moja lalka z dzieciństwa.Usiadłam na łóżku, a Harry ciągle przyglądał się moim ruchom. Wzięłam lalkę i przytuliłam ją.Odłożyłam lalkę idealnie w to samo miejsce.Później obeszliśmy resztę sypialni.Weszliśmy na drugie piętro.
-Nie oglądam dalej tego domu-marudził Harry.
-Na trzecim pietrze nigdy nie byłam, nawet moja mama tam nie wchodziła.To piętro podobno należy tylko do mojej babci, tam jest jej sypialnia biura i inne ciekawe rzeczy-wtuliłam się mocno w niego.
Zeszliśmy na dół i usiedliśmy grzecznie w salonie.Przyszła babcia.Mówiła, żebyśmy się niczym nie martwili, bo jest ustalone i będzie na czas.
-Wnusiu widzę, że zaczęłaś nosić szpilki, a nie jak mijałam Cię na ulicy to tylko trampki-zaśmiała się.
-Mijałaś mnie?To czemu nie podeszłaś nigdy?
-Nie wiem, bałam się co o mnie pomyślisz.Kiedyś byłam taka oschła i zimna dla wszystkich, ale ja się zmieniłam.Przez  kilka lat samotności zrozumiałam, że ludzie są potrzebni-łezka spłynęła jej po poliku.
-Nie płacz-przytuliłam ją mocno i poczułam jak składa lekki pocałunek na moich włosach.
-Też wymyślili ślub w styczniu.Jakby nie mogli latem, ale na szczęście mam tą dużą salę wolną.
Ponownie usidłam koło Harrego.Położyłam głowę na jego ramieniu i dalej planowałam z babcią dzisiejszą uroczystość.
-Kochanie muzę do toalety, zaprowadzisz mnie, bo się zgubię-szepnął mi do ucha Harry.
-Drzwi na przeciwko kuchni-zaśmiała się.
Pocałował mnie w policzek i poszedł.
-Czy Wy macie plany na przeszłość?-zapytała Irene
.
-No niby jakieś tam są, ale jesteśmy jeszcze młodzi-wzięłam łyka kawy.
-A czy wy już robiliście to?-wypytywała z zainteresowaniem.
-Babciu, no tak-zaczerwieniłam się.
-Tylko ja nie chcę zostać prababcią po raz drugi w tym roku-zaśmiała się.
-Niech się pani o to nie martwi Nicol nie chce mieć narazi dzieci-powiedział Harry.
Posiedzieliśmy jeszcze chwilkę u babci, ale musieliśmy się zbierać.Muszę odebrać sukienkę od krawcowej, przywieść tutaj kwiaty i najważniejsze sprawdzić czy prezent jest zrealizowany.Co dostaną rodzice to wielka tajemnica.Razem z Lou wpadliśmy na taki pomysł.Wszyscy dowiedzą się dopiero na przyjęciu.Pożegnaliśmy się z babcią, oczywiście kotka zostawiliśmy u niej.Harry zachwycał się wszystkimi kociakami jak tam chodziły.W aucie włączył ta samą piosenkę czyli "Call Me Mayby".
-Zmień płytę.
-Nie-wystawił mi język.
Pojechaliśmy do krawcowej.Odebrałam moją sukienkę, bo musiałam ją przerobić ją w pasie.   Pojechaliśmy   do galerii, bo Hazza panikował, że nie ma w co się ubrać.Zakupy z nim są strasznie męczące.Chodził od sklepu do sklepu, ale nic nie mógł sobie dopasować.Wpadł do sklepu z conversami to kupił sobie od razu dwie pary.
-Jedziemy do kwiaciarni?-zapytałam.
-Jeszcze nie kupiłem ubrań.
Wróciliśmy do sklepu w którym byliśmy na samym początku.Kupił sobie ciemno beżowe rurki i czarna marynarkę.
-Kawy dajcie kawy-rzuciłam się Loczkowi na plecy.
-Spoko idziemy.
Poszliśmy do restauracji, kupiliśmy dwie kawy na wynos i poszliśmy do auta.Napisałam na kartce co jeszcze muszę załatwić.Pojechaliśmy do domu Hazzy gdzie wszyscy siedzieli.
-Co Wy tu siedzicie?Powinniście latać po sklepach i sprawdzać czy wszystko okej?-darłam się na cały dom.
-Spokojnie już wszystko jest dopięte na ostatni guzki-powiedział Lou.
-Kwiaty są jeszcze w kwiaciarni!!-poszłam do kuchni po picie.
Dosiadłam się do nich i zabrałam od Jess małego Phillipka.Bawiłam się z nim, a on ciągał mnie za warkocza.
-Niki!-krzyknął Harry.
-Tak panie Styles?-figlarnie się  uśmiechnęłam.
-Nie wiem czy wiesz, ale już jest 15, a impreza jest na 19-pocałował mnie w czubek głowy.
-Dziewczyny jedziemy się ubrać do mnie-oddałam Phillipka Louisowi.
-Liam nas zawiezie, a Lou zawiezie dziecko do mojej siory-powiedziała Jess.
Ubraliśmy się i pojechaliśmy do mojego domu.Jak zawsze Olivka nie mogła pożegnać się ze swoim chłopakiem.Dziwie się jak ona wytrzyma bez niego w Stanach.Weszłyśmy do domu, a w kuchni stali rodzice.
-Co Wy tu robicie!!?-wydarłam się.
-Już zaraz Lou po nas przyjeżdża, spokojnie-przytulił mnie tata.
Siedziałam w salonie i czekałam, ze mój brat ich stąd zabierze, żebyśmy my mogły się przygotować na imprezę niespodziankę.Jak przyjechał, szybko wyprowadził rodziców z domu i pojechał z nimi do lasu, a my mogłyśmy zacząć się przygotowywać.Na początku nałożyłyśmy sobie zielone maseczki i ogórki na oczy.Później Olivia zrobiła nam wyzywający makijaż.Jak zobaczyłam się w lustrze to zadławiłam się jabłkiem, które właśnie konsumowałam.Następnie my z Jess ją pomalowałyśmy.Uczesałyśmy się nawzajem i przyszła kolej na sukienki.
-Ja pierwsza krzyczała Olivia-wzięła swoją torbę i poszła do łazienki.
Trzeba było na nią trochę poczekać, ale kiedy wyszła efekt był zniewalający.Wyglądała tak.Sukienka była doskonale dopasowana do jej sylwetki.Następna poszła Jess.Ona jak zawsze miała problemy, dlatego że musiała ubrać sukienkę i, że jest grupa przez to dziecko.Ona też wyglądała prześlicznie w tej sukience.Szybko zabrałam moją kreację i pobiegłam do łazienki.Jej przerabianie zajęło mi kilka dni.Nie mogłam dopiąć zamka z tyłu, ale jakoś się udało.Przejrzałam się w lustrze i wyglądałam śliczne.Sukienka idealnie podkreśla moje kobiece kształty i zgrabną pupę, a szpilki sprawiają  wrażenia, że miałam jeszcze dłuższe nogi.
-Wow, dziewczyno tylko mi chłopaka nie odbij-powiedziała Olivia.
-Ja mam swojego.
Za godzinę wszystko się ma zacząć, a ja nie wiem czy wszystko jest idealnie, a nikt nie chce mnie zawieść.Chodziłam w koło sofy i jadłam czekoladę.
-Usiądź, bo się potkniesz-powiedziała Jess.
-Ja Ci mówię, oni coś zjebali!
Przyjechała taksówka.Usiadłam z przodu i dałam panu adres willi babci.Byłyśmy tam po nie całych  dwudziestu minutach.Bramka była otwarta, a w domu już głośno.Weszliśmy do pomieszczenia gdzie miała odbyć się cała impreza.Wszystko było idealnie.Znaleźliśmy swoich facetów i czekaliśmy, aż Lou przyjedzie z rodzicami.Orkiestra przestała grać i przyszedł Lou z rodzicami, którzy mili opaski na oczach.
-Gotowi?-krzyknął Louis.
-Jasne!-odpowiedzieli równo rodzice.
Pociągnął mi opaski i kopary mi opadły.Wszyscy zaczęli śpiewać, a oni w ryk.Orkiestra grała, goście się dobrze bawili.Prawie wszyscy goście dali mi prezenty.Chłopców strasznie ciągłą do picia wódki, ale musieli wytrzymać do swojego koncertu.Tańczeniu, picie i śpiewnie, w takiej wesołej atmosferze zleciały nam cztery godziny.Nadszedł czas na koncert One Direction.Stanęła przy samej scenie obok Caroline.Aż mnie ciarki przeszły po plecach.
-No to nadszedł czas na prezent ode mnie i mojej siostry-wciągnął mnie na scenę.-Dla naszych staruszków mamy bardzo miły prezent tak, żeby sobie odpoczęli, a mianowicie-chwila ciszy-Lecą do Nowego Jorku.
Wszyscy zaczęli bić brawa, a rodzice nas zaczęli przytulać.Chłopcy zaśpiewali kilka piosenek.Za kilka minut miała być północ.Światło księżyca wpadało do sali.
-Chciałbym zaprosić na scenę osobę najważniejszą w moim życiu-mówił Louis-Jess chodź do mnie.
Jess wstała przestraszona i poszła w jego stronę.Nogi miała jak z waty co był strasznie widoczne.Pociągnęłam Olivkę i poszłyśmy pod samą scenę.Jess stała na środku, a chłopcy rozmawiali o czymś na boku.Mój brat podszedł do niej i uklęknął.Z kieszeni wyjął małe pudełeczko, w którym był pierścionek.
-Sprawiasz, że jetem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, mam z Tobą wspaniałego synka, zostaniesz panią Tomlinson?
-...tak!-krzyknęła moja przyjaciółka, a on założył jej pierścionek.
Wszyscy mi gratulowali, a Jess skakała do chmur i nie odstępowała swojego przyszłego męża na krok.Do Hazzy zaczęła się kleić Caroline, a był już po kilku głębszych i mógłby zrobić jakaś niespodziankę.
-Cześć Caroline- złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek  i poszła z dala od niej.
Goście powili rozchodzili się do domów, a my dalej szaleliśmy. Zayn i Niall ledwo co trzymali się na nogach. Paul zaprowadził ich do pokoju i kazał spać.Rodzina się rozeszła to Harry, Liam, Lou wraz z moim tatą zaczęli tańczyć jakiś dziwne tańce, a ja z przyjaciółkami, babcią, mamą oraz Gemmą i Anne dopijałyśmy alkohol który został.Później wszyscy rozeszli się na swoich  pokojów, które wyznaczyła im babcia.
-Słońce chcę się z Tobą pobawić, podniecasz mnie w tej sukience-Harry wziął mnie na ręce.
-Postaw, bo się wywrócą. Jesteśmy pijani, jutro się pobawimy-pocałowałam go.
Ułożył mnie na łóżku i zdjął za mnie sukienkę i ściągnął szpilki.Potem od się rozebrał  do bokserek i położył koło mnie.Waliło od niego wódą, chociaż ja nie byłam lepsza.Mocno mnie przytulił  i zasnęliśmy.

                                     

                                              ************************************
Mi się osobiście podoba, a Wy co sądzicie?Jak zawszę dziękuję za kilka bardzo miłych komentarzy i opinie.Kolejny sądzę, że dopiero w sobotę, bo przez cały tydzień mam masę nauki :(  
<Dziękuję Dominice za pomoc przy strojach i polecam jej bloga.> 

Tumblr_m2y61k8cp61qktq4zo1_500_large


środa, 2 maja 2012

Rozdział #24

***Pięć miesiące później***
**Oczami Jess**
Jestem już w siódmym miesiącu ciąży, a brzuch mam jak miałabym rodzić już jutro. Lekarze znają już płeć, ale ja chcę niespodziankę.Dwa miesiące temu przeprowadziłam się do mojej siostry Alex i jej przyszłego męża Matta, żaby mieć bliżej  do pani ginekolog która zajmuje się moim brzdącem.Moje relacje z Louisem  troszkę się poprawiły, ale nie powiedziałam mu, że to jest jego dziecko.Dzisiaj byłam umówiona z Olivią i Nicol, a później z Lou.Znalazłam dobrze płatną pracę jako kucharka.Za zarobione pieniądze chcę kupić małe mieszkanie i potrzebne rzeczy dla dziecka.
   Obudziłam się z bólem brzucha.Wstałam szybko z łóżka i jak zawsze w domu nikogo nie było.Ubrałam się w to.Zjadłam kanapki z Nutellą.Położyłam się na sofie i głaskałam  po brzuchu.To dziecko cały czas się kręci i mnie mocno kopie.Założyłam kurtkę, i owinęłam się szalikiem.Drzwi zamknęłam na klucz i zatrzasnęłam  bramkę.Do ulubionej kafejki szłam zaledwie 20 minut.Przy stoliku siedziała Nicol.
-Cześć-rzuciła mi się na szyję.
-Stęskniłam się-pocałowałam ją w policzek.
Zamówiłam sok pomarańczowy. Olivia jak zawsze się spóźniła.Przybiegła zdyszana, bo musiała załatwić coś ważnego.Rozmawialiśmy trochę o dziecku, a Olivce uśmiech nie schodził z twarzy. Dziewczyny  żaliły się jak to ciężko im było bez ich chłopaków, kiedy oni byli w dwumiesięcznej trasie koncertowej po Europie.
-Z czego się cieszysz Olivia?-zapytałam..
-Dostałam się, dostałam!!-krzyczała i wyciągnęła z  torebki list.-Pamiętacie jak chciałam zostać tancerkę i no być na tych wszystkich koncertach i w teledyskach z gwiazdami?
-No tak jakieś pół roku temu to wysłałaś-powiedziała Niki.
-No i teraz się udało. Zaczynam za tydzień-piszczała.
-Nie wiem czy wiesz, ale to nie jest w Londynie tylko w Stanach-spojrzałam na nią.
-Liam się wkurzył, że wylatuję-posmutniała.
-Będziesz spełniać marzenie, poznasz masę gwiazd i w ogóle zwiedzisz świat-pocieszałam ją.
-Ale zostawię to co jest dla mnie najważniejsze, czyli was, Liama i rodzinę-jej oczy zaszkliły się łzami.
Stracę jedną z najważniejszych osób w moim życiu.Nie mogę w to uwierzyć, ale w końcu o tym marzyła od dziecka, o sławie i tańcu. Zapłaciłyśmy za wszystko i poszłyśmy zrobić obchód po sklepach.Olivia uzupełniała brakujące kosmetyki i ciuchy.Spojrzałam na zegarek była 13.40.Za dwadzieścia minut jestem umówiona z Lou.Pożegnałam się z przyjaciółkami i wybiegłam z galerii.Nasze spotkanie miało się odbyć w niewielkiej restauracji która znajdowała się w mało znanej Londyńskiej uliczce.Nie miałam siły biec, bo tak strasznie bolał mnie brzuch.Usiadłam na ławce, musiałam odpocząć.Jak dotarłam na miejsce Tomlinson już czekał.Spóźniłam się  o jakieś piętnaście minut.
-Ja Cie przepraszam, ale zasiedziałam się z dziewczynami i później w drodze brzuch zaczął mnie boleć-przytulił mnie.
-Ale już wszystko dobrze?Nic Cię nie boli czy z dzieckiem w porządku?-wypytywał.
-Tak jest świetnie-odwzajemniłam uścisk.
Ucieszyło mnie to, że się tak martwi, chociaż czułam do niego jakiś  dystans. Zamówiliśmy pizze i swobodnie prowadziliśmy pogawędkę.
-Na kiedy masz termin?-zapytał i popatrzył mi głęboko w oczy.
-Jakoś w połowie kwietnia-uśmiechnęłam się.-Lou ja muszę powiedzieć Ci coś bardzo ważnego.Wiem jak możesz zareagować, ale musisz znać prawdę.
-Słucham?-złapał mnie za rękę.
-To Ty jesteś ojcem mojego dziecka-zamknęłam oczy.
-Boże zostanę ojcem i będzie kopia mnie, kocham Cię Jess.Zamieszkaj z nami  razem   wychowamy to dziecko.
-Nie, jedyne co będziesz robił z tym dzieckiem to je widywał kiedy Ci pozwolę i płacił duże alimenty-wstałam i szykowałam się do wyjścia.
-Jak coś będzie Ci potrzebne to zadzwoń-powiedział i złapał mnie lekko za nadgarstek.
Lou siedział i nie mógł wykrztusić z siebie ani słowa.Wyszłam stamtąd szybko i szłam w stronę domu.Na dodatek jeszcze zaczął padać deszcz.
-Nie no świetnie-powiedziałam sama do siebie.
Zauważyłam sklep.Weszłam do niego, a był to sklep z dziecinnymi rzeczami.Chodziło tam sporo mam z dużymi brzuchami.W oddali zauważyłam trzy znajome mi sylwetki.Szybko do nich podbiegłam.
-Cześć, co wy tu robicie-zapytałam obejmując siostrę od tyłu.
-My no...yy...oglądamy, a Ty co tu robisz?-zapytała zakłopotana.
-Oglądam rzeczy dla mojego dziecka.
-Kochanie zawieź ją do domu-zwróciła się do swojego narzeczonego.
Z niechęcią stamtąd wyszłam i pojechałam do domu.W aucie się cały czas awanturowałam z Mattem.On jest cudowny.Traktuje go jak brata, którego nie mam.Moja siostra nie mogła wymarzyć sobie lepszego kandydata na męża.Odprowadził mnie pod same drzwi, zrobił herbatę i kazał leżeć pod kocem.Włączyłam jakiś program w telewizji i ze zmęczenia zasnęła.
    Straszne skurcze w brzuchu i mocne kopnięcia dziecka obudziły mnie z popołudniowej drzemki.W kuchni znalazłam tabletki na bóle brzucha, łyknęłam dwie i popiłam zimna wodą.Złapałam się za brzuch, nie mogłam wytrzymać tego bólu.Zadzwoniłam do Nialla, ale on jak zawsze miał wyłączony telefon.Zadzwoniłam po Lou to jedyna osoba, która może mi teraz pomóc.
-Lou przyjedz po mnie i zawieź mnie do szpitala błagam-mówiłam przez płacz.
-Ale co się dzieje?-zapytał zdziwiony.
-Chyba dziecko chce zobaczyć świat.
-Spakuj rzeczy i zaraz będę-krzyczał coś jeszcze do chłopaków.
Poszłam do sypialni i wyciągnęłam z szafy torbę i powrzucałam tam najpotrzebniejsze rzeczy.Usiadłam na sofie i czekałam na ojca mojego dziecka.Wpadł do domu jak oszalały, a za nim Niki.
-Rodzisz?-zapytał przewrażliwiony.
-Nie wiem!
Lou wziął mnie pod pachę, a Nicol zabrała torbę.Położyli na tylnych siedzeniach w aucie, a Tomlinson jechał jak szalony.
-Zwolnij, bo nie dojedziemy do szpitala-starała się go uspokoić Niki.
-Jeszcze mi w aucie urodzi i co?
W szpitalu nie dałam rady iść sama.Miła pielęgniarka kazała mi usiąść na wózku i czekać na lekarza.Później reszta znajomych przybiegła do szpitala.
-Czy może ten szanowny lekarz tu przyjść i zrobić coś, bo zaraz pęknie mi brzuch!!-krzyczałam na cały szpital.
-Spokojnie młoda kobieto-przyszedł młody i przystojny lekarz-Zaraz zobaczymy co się z Tobą dzieje- uśmiechnął się słodko i nagle cały ból zniknął.
-Kto jest ojcem dziecka?-zapyta znajomych.
-Ja, ja, ja -krzyczał Lou.
-Pan wchodzi z nami reszta czeka.
-Nie my też wchodzimy jesteśmy  rodziną-awanturował się Niall.
-Ale nie ma takiej potrzeby-złapał mnie za ramię.
-Ale my musimy nie rozumie pan tego?- powiedziała oburzona Olivia.
-No dobrze, ale macie być grzeczni i stać w kącie.
Musiałam przebrać się w jakieś  szpitalne ciuchy i udać się na prześwietlenie.Potem szybko zawieźli mnie na porodówkę.Lou usiadł koło mnie, a lekarze otoczyli mnie w kółko.
-Będzie miała pani wcześniaka.Jeśli uda się urodzić pani normalnie to super, a jeśli nie to cesarskie cięcie-uśmiechnął się lekarz
-Tylko szybko, chce mieć to już za sobą.
Dawali mi instrukcję co mam robić i w ogóle, ale ja ich nie słuchałam.Złapałam mocno rękę Louisa, że pisnął z bólu i zaczął się horror.
-Jess przyj!-krzyknął Niall.
-A co ja tępaku robię?
  Dwie godziny rodzenia i jestem wykończona.
-Jess nie urodzisz tego dziecka nie masz siły-powiedziała pielęgniarka.
-Mam proszę, ostatni  raz spróbuję!!- łzy napłynęły mi do oczu na samą myśl o cięciu brzucha.
Wszyscy lekarze zebrali się dookoła mnie.Musiałam teraz się postarać, bo inaczej nie wiem czy przeżyję rozcinanie mojego brzucha.Czułam jak dziecko zbliża się do wyjścia.
-Dobrze kochana jeszcze raz i wyjdzie całe-powiedział lekarz.
Starałam się jak najszybciej urodzić to dziecko, żeby całe wyszło już na świat.Po chwili poczułam pustkę w brzuchu.Zrobiło się tak jakoś lekko.Po sali rozległ się płacz noworodka .Odetchnęłam z ulgą i popłakałam się, ale tym razem to za szczęścia.Moi znajomi zaczęli wzdychać i zachwycać się bobaskiem.
-Mają państwo ślicznego i zdrowego synka-uśmiechnęła się pielęgniarka- Umyjemy go i zaraz będą mogli się min państwo nacieszyć.
Pielęgniarki pozwoliły mi się przebrać i umyć, a następnie zawieźli mnie do innego pokoju.Lou nie opuszczał mnie na krok.Z pomocą lekarzy przyszłam do pokoju w którym siedzieli wszyscy moi znajomi.Usiadłam na łóżku i czekałam aż oddadzą mi moje dziecko.Przywieźli mi go w  inkubatorze .
-A czy on jest zdrowy?-zapytałam.
-Tak wszystko jest w porządku, tylko jest wcześniakiem-uśmiechnęła się położna.
Wszyscy zachwycali się dzieckiem, ale trzymał go tylko dumny ojciec.Przystojny lekarz poprosił moich znajomych o opuszczenie sali.Mógł zostać tylko ojciec.
-Musicie wybrać imię-usiadł na łóżku.
-Jess wybierz-pogłaskałam bobaska po główce.
-Phillip?
-Tak to jest świetne imię-krzyknął lekarz.
Zostawił nas samych.Trzymałam małego Phillipa na rękach i całowałam w czółko.
-Kocham was-położył się obok mnie Louis-Szkoda, że nie możemy utworzyć normalnej rodziny, takiego prawdziwego domu dla tego dziecka.
-Możemy.Przepraszam za to co powiedziałam w pizzeri, też Cię kocham-namiętnie mnie pocałował.
Leżeliśmy razem i wychwalaliśmy Phillipa, ale musiałam oddać już dziecko, a Tomlinson musiał już jechać.Nie mogłam zasnąć.Szczęście rozpierało mnie od środka.Nie dość, że mam dziecko to jeszcze znowu jestem z Louisem.W odwiedziny przyszła też moja siostra, jej narzeczony i nasza babcia.Matt i babcia poszli zobaczyć noworodka ja z siostrą rozmawiałyśmy o rodzinnych sprawach.
-Szkoda, że oni tego nie widzą-mocno się w nią wtuliłam.
-Widzą z nieba.Zawsze byli koło nas i wspierali.Takie jest życie, gdyby nie to,  że tata wybrał nasze życie to nie mogła bym Cię teraz przytulić.
-Ale czemu on popełnił samobójstwo?
-Chciał być przy mamie w tym lepszym świecie, zrozum-pocałowała mnie w czoło-Jutro zrobią wam badania i jeśli wszystko będzie dobrze jedziecie do domu.
-Ale super-przetarłam łzy.
-A Louis wstawił zdjęcie Phillipa na TT i wszystkie fanki się nim zachwycają - uśmiechnęła się.
Kiedy oni pojechali do domu nakarmiłam jeszcze małego, bo płakał i nie dawał spać
innym dzieciom.Leżałam i myślałam jak potoczą się dalsze losy naszej małej rodzinki, później zasnęłam...

    -Pani Jess wstajemy dziecko chce jeść-obudził mnie głos położnej.
Trzymała na rękach mojego małego synka, który był ubrany cały na niebiesko.Wzięłam go na ręce  i nakarmiłam piersią i sama poszłam odbyć poranną toaletę.Później musiałam zrobić jakieś badania kontrolne.Pobieranie krwi, moczu i inne pierdoły, które nie wiem do czego były mi potrzebne.Takie same badania zrobili Phillipowi, oczywiście byłam przy tym obok niego.
-Obydwoje jesteście zdrowi, mogę was dzisiaj wypisać- powiedział pan doktor.
-Świetnie-wzięłam Philipa na ręce i poszłam do pokoju.
Kiedy tam weszłam wszystko było już spakowane i ułożone na łóżku, a na krześle siedział Louis z kwiatami i wózkiem dla dziecka.Pocałował najpierw malucha, a potem mnie.Poszłam do recepcji gdzie siedziała dość nie miła starsza pani i wypisałam się ze szpitala.
-Pod szpitalem jest masa fanek-powiedział i zabrał mi wózek.
-No i co mnie one?Pobije je najwyżej-zaśmiałam się i poprawiłam czapeczkę Philipowi.
Przed szpitalem czekało kilku napakowanych gości.Zapakowali wózek do bagażnika i pojechaliśmy do domu.
-Mam dla Ciebie niespodziankę, dlatego jedziemy do mnie-uśmiechnął się i seksownie poruszał brwiami.
-Boję się.
Pod domem Paul wypakował wszystkie bagaże, Nicol zabrała mi dziecko, a Louis zasłonił oczy i gdzieś zaprowadził.
-Jesteś gotowa na niespodziankę?-zapytał i pocałował mnie w szyję.
-No jasne.
Otworzył skrzypiące drzwi zza, których pachniało nowością.Odsłonił mi oczy i ujrzałam niebiesko zielony pokój dla małego Philipka, który leżał już w łóżeczku.
-Jejciu jak ja wam dziękuję-rzuciłam się każdemu na szyję.
Zeszliśmy na dół, bo Harry gotował obiad.Trzeba było przyznać, że gotował wyśmienicie.Jak dziecko płakało to dziewczyny latały na zmianę.Głupio się czułam, ale kazali mi odpoczywać.Po obiedzie poszłam z Lou do sypialni i położyliśmy się na łóżku razem z maluszkiem.
-Czy Ty chcesz ze mną mieszkać?-zapytał Lou.
-No a mogłabym?
-Jasne, że tak, przecież już Olivia z nami mieszka-uśmiechnął się.
-A Niki czemu nie?
-To jest tajemnica-objął mnie ramieniem.
Resztę dnia spędziliśmy na siedzeniu w salonie i oglądaniu filmów.Podobno małe dzieci cały czas płaczą, ale Philip jest grzeczny i całe dnie spęcza na leżeniu i machaniu małymi rączkami.Pod wieczór nakarmiłam go i położyłam spać.Siedziałam przy łóżeczku i podziwiałam moją pociechę.Później sama poszłam wziąć prysznic i spać...


                                          ***********************************
Co o  Tym sądzicie?Mi osobiście się bardzo podoba.Dziękuję za jedno słabe pod ostatnią notatką, tylko chciałabym wiedzieć co się temu komuś nie podobało.

                          KOMENTUJECIE to dla mnie ważne<33
Baby Lux ♥♥
http://a2.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash3/553829_247226895375806_210397999058696_450672_2034856068_n.jpg